ZBĄSZYŃ :: Rozmowa z ANDRZEJEM ROGOZIŃSKIM,
  burmistrzem Wolsztyna, na temat osiedlenia w mieście czeczeńskiej rodziny

Chcemy okazać rodzinie naprawdę duuuużo serca


Andrzej Rogoziński, żona Julita, dzieci Kamil (lat 11) i Martyna (7), hobby - fotografia, turystka górska, myślistwo.


- Jak doszło do tego, że przebywająca od dwóch miesięcy w gminie Zbąszyń rodzina czeczeńska ma być w niedalekiej przyszłości "przytulona" akurat przez waszą gminę?
- Ziemia Wolsztyńska jest gościnna i nikt nie odmawia nikomu prawa do zamieszkania tutaj. Zresztą żyje u nas wielu cudzoziemców i zapewne czują się dobrze, gdyż w przeciwnym wypadku nie wybieraliby na miejsce osiedlenia naszej gminy lub powiatu.

- No, ale Czeczenami zaopiekowała się Mirosława Majerowicz-Klaus prowadząca ośrodek terapii małżeńskiej pod Zbąszyniem. Czyżby zbąszynianie nie chcieli pomóc im w uzyskaniu mieszkania?
- Tego nie wiem. Mogę mówić tylko o faktach. W grudniu zeszłego roku dostałem pismo od pani Kamisy Dżamaldinow z prośbą o przydział lokalu dla jej trzyosobowej rodziny. Dlaczego u nas? Słyszałem, iż pani Mirosława Klaus wraz ze swoimi czeczeńskimi podopiecznymi bywała w Wolsztynie na zakupach i w innych sprawach, i państwu Dżamaldinow Wolsztyn bardzo się spodobał.

- Domyślam się zatem, iż załatwił pan wniosek pozytywnie.
- Żeby zadość się stało formalnościom wpierw pismo przedstawiłem komisji mieszkaniowej. Na spotkanie z komisją zaprosiłem zresztą panią Majerowicz-Klaus, żeby przybliżyła dramatyczną sytuację czeczeńskiej rodziny oraz jej oczekiwania wobec Polski, słowem żeby omówić wszelkie aspekty tej sprawy. Komisja jednogłośnie zaakceptowała przydział mieszkania dla obcokrajowców. Teraz jeszcze przedstawię tę kwestię radzie miejskiej.

- Mam nadzieję, że radni gościnnej gminy Wolsztyn nie będą stwarzać problemów uchodźcom z Czeczeni...
- Też mam nadzieję. Ale chcę zauważyć, iż państwo Dżamaldinow nie mają jeszcze statusu uchodźców. Na razie otrzymali zgodę na tzw. pobyt tolerowany, a jednocześnie ubiegają się o prawa uchodźców. To może potrwać nawet rok.

- Czy w tym czasie zapewnicie przybyszom opiekę i pracę?
- Opiekę nad nimi, w sensie przyjacielskim, ale i merytorycznym sprawować będzie nadal pani Mirosława, która ma kilka fakultetów, jest psychologiem i terapeutą. Po traumie, jaką przeszli "nasi Czeczeni", tego rodzaju pomoc wciąż jest im niezbędna. Jeśli idzie o pracę, to wiem, że pan Pasza, jako zawodowy kierowca, ma już samochód, prawo jazdy, jest więc człowiekiem mobilnym. Na pewno zatrudnienie u nas znajdzie. Pani Kamisa z kolei chce się uczyć informatyki i zapewne w tym też będziemy mogli jej pomóc.

- A w zwykłych kontaktach międzyludzkich? Wszak są w obcym kraju, nie znają języka...
- Tutaj też pani Majerowicz-Klaus będzie ich wspierać, wskaże jak dotrzeć do urzędów, różnych placówek niezbędnych w życiu. Natomiast my, wolsztyniacy, damy im opiekę medyczną, gdyż jest już taka deklaracja ze strony lekarzy. Ponadto wierzę, iż społeczność naszego miasta, zwłaszcza najbliżsi sąsiedzi okażą Czeczenom dużo, dużo serca.

- Dziękuję.


Podziel się swoim zdaniem

teren@gazetalubuska.pl   Tel: 068 324 88 54

EUGENIUSZ KURZAWA

Fot. Bartłomiej Kudowicz
(Gazeta Lubuska 2008)

powrót