- Otrzymaliśmy bardzo dobry sprzęt marki Weber
Hydraulic, co wśród znawców mówi samo za siebie - tłumaczy gminny komendant
OSP Zdzisław Prętki. Wspólnie z jednym ze strażaków, Pawłem Szczepaniakiem,
demonstruje najnowszy nabytek. - Wartość urządzeń wynosi 70 tys. zł, a służą
przede wszystkim do ratownictwa drogowego.
Zbąszyńscy ochotnicy, jak wiele jednostek straży w Wielkopolsce, napisali
wniosek do Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego o przyznanie urządzeń hydraulicznych
z myślą o ratowaniu poszkodowanych w wypadkach drogowych. Rozpatrzono pozytywnie
tylko trzy podania, z czego dwa zawodowych jednostek z Poznania i trzecie
- ochotników ze Zbąszynia.
Profesjonalnie wyposażeni
- Takie wyposażenie już jest potrzebne, a w przyszłości będzie jeszcze
bardziej, gdyż niedługo parę kilometrów od miasta poleci autostrada A2,
zaś między Trzcielem a Zbąszyniem powstanie węzeł - tłumaczy P. Szczepaniak.
- Wypadki drogowe są, niestety, nieuniknione. Musimy być przygotowani.
Strażacy z grodu Zbąskich są profesjonalnie przygotowani także na inne
zdarzenia, a nowoczesny sprzęt, którym dysponują lokuje ich raczej w grupie
fachowców niż amatorów, jakimi formalnie są. Np. jakiś czas temu (o czym
wówczas pisaliśmy) otrzymali urządzenie zwane power jet służące do gaszenia
pożarów pianą i wodą. Pojawiło się w OSP jako drugie w Polsce! - Między
granicą zachodnią a Poznaniem nadal jesteśmy jedyną jednostką posiadającą
power jeta - chwalił się wtedy komendant Prętki.
Z kolei z racji usytuowania miasta nad jeziorem i rzeką ochotnicy są przygotowani
do ratowania ofiar wodnych nieszczęść. Służy do tego aluminiowa łódź "Kuba"
z napędem akumulatorowym, specjalne wyposażenie oraz sześć kompletów skafandrów
dla nurków do zejść podwodnych. - Nieduży silnik napędzany akumulatorem
może się przebić nawet przez lód - podaje P. Szczepaniak.
- Jako jedyni w powiecie mamy wśród strażaków przeszkolonych 11 nurków
- dodaje Prętki.
Ciche alarmy
W mieście od dawna nie słyszano charakterystycznego wycia syreny alarmowej
na strażnicy przy placu Targowym. - Staramy się nie straszyć mieszkańców
- uśmiecha się pan Zdzisław. Przy pomocy finansowej samorządu oraz Krajowego
Systemu Ratowniczo-Gaśniczego zakupiono 16 "powiadamiaczy" (pagerów),
dzięki którym wszelkie alarmy strażackie są ciche i błyskawiczne. Do tego
dochodzi dodatkowe zawiadamianie za pomocą SMS-ów. Ponadto na wyposażeniu
OSP są radiotelefony, nie mówiąc już o zwykłych telefonach czy "komórkach".
- Sześcioosobowa drużyna do wyjazdu musi się zmieścić w ciągu pięciu minut
- przekazuje Szczepaniak.
- Alarm włączamy tylko symbolicznie, 4 maja o 6.00, żeby uczcić Dzień
Strażaka i na sylwestra - puentuje Z. Prętki.
Tym się chwalą
* co ostatnio dostali strażacy:
- rozpieracz
- nożyce (tną pręt 36 mm)
- agregat (silnik z pompą olejową)
- dwa zwijadła po 20 m węża na każdym
- podpory stabilizujące
- łańcuchy ciągnące z adapterami
* co już mają na stanie
- trzy pojazdy specjalistyczne
- starszy sprzęt hydrauliczny
- power jet (gaszenie mgłą)
- poduszki wysokociśnieniowe
- rozpierak cylindryczny (rozpiera do 1,4 m)
Mogliby być profesjonalni
Profesjonalizm zbąszyńskich strażaków rzuca się w oczy. Dlatego warto
by się zastanowić nad uzawodowieniem jednostki znad Obry. Ale nie na koszt
gminy (co już nieskutecznie przerabiano w kilku miastach Polski), lecz
na koszt państwa. To oczywiście wymagałoby silnego wsparcia ze strony
lokalnego samorządu.
|