Iskra wyszła z szopy

Dzień po otwarciu nowej hali w Zbąszyniu, amatorzy byli gotowi do meczów pucharowych. Nikt ich nie musiał namawiać.


Ogień w Szopie, a właściwie w szatni. Stoją (od lewej) Daniel Kulus, Radek Borkowski, Paweł Szott, (siedzą) Daniel Borkowski, Przemek Borkowski i Bartek Gajewski. (fot. Ryszard Poprawski)

Na pozór to turniej jakich wiele w naszym regionie. Nowoczesne sale sportowe powstają jak grzyby po deszczu, a chwilę później ruszają ligi i turnieje. Ale chyba żadna, nie mogła się poszczycić stroną internetową i międzynarodowymi gwiazdami już w dniu inauguracji.

"Dzień dobry. Nazywamy się Ogień w Szopie i jesteśmy zespołem ligi halowej w Zbąszyniu”. Pod listem, który trafił do naszej skrzynki internetowej był także odnośnik do profesjonalnie i dowcipnie prowadzonej strony zespołu. Z niej dowiedzieliśmy się, że filarem ekipy jest były gwiazdor futbolu Liberyjczyk George Weah.

Podział ról
Na miejscu okazało się jednak, że póki co chłopaki radzą sobie w dziewięciu. - George nie może przyjeżdżać. Dostał od nas e-mail, że jest w drużynie, ale nie potwierdził. Chcielibyśmy, żeby wsparł nas w finale z Motopompą. Wciąż mamy nadzieje, bo nie powiedział: nie - wyjaśnił żartobliwie Przemysław Borkowski, który razem z bratem Radkiem są zawodnikami i menedżerami Ognia. Pomaga im także Paweł Szott, a jego zadanie polega na kręceniu krótkich filmów i robieniu zdjęć na stronę internetową. Pięciu pozostałych piłkarzy to ,,zawodowcy" ściągnięci specjalnie na turniej.

- Najmocniejszym punktem w ataku jest Daniel Kulus, który przez dwa, trzy sezony strzelał gole dla czwartoligowego Promienia Opalenica. Mamy także dwóch graczy z Lecha Sulechów, a w bramce Bartka Gajewskiego. Powinni nam zapewnić miejsce w finale - ocenił Borkowski. - A po co nam jeszcze Liberyjczyk? Potrzebowaliśmy dobrego napastnika z czystą przeszłością.

Grupa G-5
Chłopaki potrafiły także zadbać o budżet. - Wysłaliśmy około 50 listów z ofertami i pięciu sponsorów dało pieniądze. To taka nasza grupa G-5 - podkreślił Borkowski. W kasie drużyny jest już 700 zł. Wszystko wydadzą na nowe koszulki, specjalnie na finał. Plany sięgają jednak dużo dalej. Wszyscy są przekonani, że liga będzie się rozrastała.

- Myślę, że to się rozwinie. Zawodnicy są na tyle operatywni, że już wyszukali sponsorów. Bardzo fajnie, że ktoś chce dawać pieniądze dla amatorskich zespołów - zauważył jeden z organizatorów, dyrektor zbąszyńskiego centrum sportu, turystyki i rekreacji Tomasz Szczechowicz. - Myślimy, żeby w przyszłym roku zacząć wcześniej, może już jesienią. Zobaczymy może zrobimy dwie rundy: jesienną i zimową. Cały czas się uczymy, bo to dopiero początek.

To tylko awaria
Najgroźniejszymi rywalami Ognia w Szopie jest Motopompa. Ta dwójka powinna spotkać się w finale. - Chcieliśmy się nazywać Królewskie Gołębie, ale jeden z kolegów wymyślił, że trzeba zgasić Ogień w Szopie, a do tego najlepsza jest motopompa.

To trochę zuchwałe, ale... Na razie nie pokazaliśmy jeszcze pełni swych możliwości - powiedział lider Motopompy Krzysztof Fleischer.
- Już raz mieli awarię i przegrali 1:9 - ripostuje z uśmiechem Borkowski.
Wygląda na to, że ognia, który wybuchł w Zbąszyniu nic nie jest w stanie powstrzymać. Grupa zapaleńców łatwo się nie ugnie, a gospodarze hali obiecali, że pomogą.

 


mLada@gazetalubuska.pl  

Marcin Łada

Fot. Ryszard Poprawski
(Gazeta Lubuska 2007)

powrót