|
- Kiedy rozmawialiśmy cztery lata temu, tuż po skończeniu przez pana
studiów, miał pan ambicje coś zmienić w swoim mieście. I co? Ręce opadły?
- Zostałem w Zbąszyniu bo udało mi się znaleźć dobrą pracę, która daje
możliwości rozwoju i satysfakcję. Fakt, początkowo miałem inną wizję kariery
zawodowej, ale w końcu wylądowałem w prywatnej firmie, a nie w jakimś
urzędzie. I całe szczęście. Tu przynajmniej reguły są jasne, wiem za co
odpowiadam i czego się ode mnie oczekuje.
- Jeśli przysłowiowi młodzi zdolni będą się chować w prywatność,
to kto będzie się zajmował przyszłością miasta?
- Wielu młodych po prostu wyjeżdża za granicę i tego nikt nie jest w stanie
zatrzymać. Cztery lata temu pisząc pracę o mieście miałem nadzieję, że
czynnikiem wiążącym z małą ojczyzną będzie silna tożsamość społeczna...
- Okazało się, iż pogoń za pracą jest wazniejsza. Choć przecież w
Zbąszyniu nie ma bezrobocia. Ale, moim zdaniem, tożsamość społeczna jest
tu tylko werbalna. W rzeczywistości jej nie widać.
- Przeciwnie, jest dużo konkretów, które pozwalają stwierdzić, że zbąszynianie
faktycznie pracują na rzecz swojej małej ojczyzny. Popatrzmy, istnieją
dwa centra, gdzie pracuje się z niepełnosprawnymi i upośledzonymi, w szkołch
działa wolontariat, niedawno pokazali swą sprawność gołębiarze, pracują
strażacy, sokoły, krwiodawcy i wiele innych organizacji. Ale to jedna
strona tworzenia tożsamosci lokalnej. Z drugiej bowiem nie ma poczynań
obywatelskich, słowem nie istnieje alternatywa dla posunięć władzy samorządowej,
tylko jej uzupełnianie. Tymczasem alternatywa dla władzy jest w demokracji
niezbędna.
- Sumując: jest praca u podstaw, na własnej grządce, ale nie ma
myślenia o całym mieście, gminie?
- Tak, a jeśli nikt nie recenzuje poczynań rządzących, to władza robi
to, co jej się urodzi w głowie i uzna za słuszne.
- Dlaczego ludzie tak reagują?
- Po pierwsze: wciąż mają mentalność socjalistyczną; uważaja, że władza
coś robi, bo jest od tego. Po drugie: nie wierzą w siłę organizacji pozarządowych,
gdyż nie mają dobrych przykładów. Choć ostatnio Region Kozła zdobył aż
740 tys. zł. I to jest dobry przykład aktywności oddolnej.
- A proboszcz, który rozkrecił działania społeczne?
- Zgoda, jest tu aktywność, ale proboszcz nie jest stąd, więc nie pasuje
jako przykład aktywności miejscowych. Skoro jednak cieszymy się proboszcza
z importu, skoro burmistrz zatrudnia zastępcę i sekretarza gminy z innego
miasta, to znaczy, że z kadra jest u nas krucho. Zaznaczam, iż nie jestem
przeciwko "importowi" fachowców, tylko opisuję sytuację.
- Czytam w internecie, w witrynie zbaszyn.com, narzekania, że ani
na burmistrza, ani do rady nie wybrano młodych zdolnych. Pan potwierdza,
że ich nie ma. Jeśli się mylę, proszę o nazwiska.
- Zbąszyń jest miastem bez liderów! Brak ludzi zdolnych skupić grupę wokół
pewnych idei. Podam przykład. Przed wyborami zgłosili się do mnie dwaj
koledzy, żeby powołać nowe stowarzyszenie i komitet wyborczy. Zgodziłem
się, zaproponowałem nazwę "Mlodzi dla Zbąszynia". Jednak ostatecznie
zdecydowali się przyłączyć do większych ugrupowań. Cóż, przegrali.
- Czy tę społeczną niemoc i brak liderów można zmienić, naprawić?
- Zauważyłem, że ludzie mobilizują się w ramach akcji. Przykładem protest
wobec likwidacji budynku stacji Zbąszyń Przedmieście i budowy obwodnicy
lub budowy stacji paliw na Przysiółkach. Żartobliwie można by powiedzieć,
iż idealny byłby dla miasta stan nieustannego zagrożenia. Czymkolwiek.
Wtedy ludzie byliby społecznie aktywni.
- To dość smętna ocena.
- Szansą zmian jest nieustanna edukacja, już od najmłodszych lat. Nauka
demokracji powinna zaczynąć się od podstawówki.
- A gdy ci najmłodsi zrobią maturę, to wyjadą i miasto nic z nich
nie będzie miało.
- Kółko się zamknęło. Cóż, takie jest życie. Nie zmienimy tego.
- Dziekuję.
SKOMENTUJ:
|