|
W książnicy Polskiej Akademii Nauk w Kórniku został "znaleziony" szkic
z wyprawy do Zbąszynia XIX-wiecznego rysownika i bibliotekarza Kajetana
Wincentego Kielisińskiego. Poznański artysta plastyk Wojciech Olejniczak
wciąż poczuwa się do zbąszyńskich korzeni. Tutaj się wszak urodził, a
jego ojciec, Kazimierz Olejniczak, do śmierci w zeszłym roku był uznawany
za najwybitniejszego fotografa nad Obrą. W latach 80. w zamkowych kazamatach,
jako student Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu,
W. Olejniczak prowadził galerię Biblioteka według Borgesa. Namówił też
dwójkę kolegów z uczelni, dziś jak on uznanych artystów, żeby tu obronili
swe prace dyplomowe. Ci koledzy to Kazimierz Sita i Mariusz Gill.
Ten ostatni mieszka w Danii, ale jego kamienne rzeźby wciąż stoją w parku
zamkowym i jako tzw. witacze przy wjeździe do miasta.
Zawiózł książkę
Olejniczak często odwiedza rodzinę w Zbąszyniu, więc tu dwa lata temu,
wraz z mieszkającą w Paryżu z siostrą, Hanną Olejniczak-Zaworonko,
przygotował znakomite dzieło, rodzaj barwnej kroniki swego rodzinnego
miasta pt. "Zbąszyń. Wędrówki po mieście". - Niedawno wziąłem "Wędrówki"
pod pachę i pojechałem do Biblioteki PAN w Kórniku, gromadzącej wszelkie
"wielkopolana", żeby zostawić naszą pracę na pamiątkę - opowiada pan Wojciech.
- Jednakże, gdy pracownica biblioteki, pani Quinkenstein, zobaczyła dokumentacyjny
charakter książki, uznała, że będę mógł jej pomóc w rozszyfrowaniu pewnych
nierozpoznanych zdjęć, dokumentów dotyczących Zbąszynia, a przechowywanych
w Kórniku. Okazało się, iż wśród nich był wczesne fotografie autorstwa
mojego ojca, jak i inne, które zidentyfikowałem. Doceniając pomoc artysty
Małgorzata Quinkenstein przyniosła Olejniczakowi do pokazania pewien
XIX-wieczny rarytas - mały szkicownik, a w nim rysunek dotyczący Zbąszynia.
Trzeba szukać
- Zatkało mnie, gdy to zobaczyłem, bo wprawdzie widok zamkowej baszty
był znajomy, ale nigdy go nie widziałem w takim ujęciu - przekazuje W.
Olejniczak. Gdy przyjrzał się szkicowi z bliska wychwycił na nim zapiski
twórcy, takie jak "mur", "tynk". - Ciekawe czemu to miało służyć? - zastanawia
się Olejniczak. - Może ów rysunek z natury był przymiarką do bardziej
dokładnej pracy? Może do obrazu?Z informacji o Kielisińskim wynika, iż
w 1839 r. został zaangażowany przez Tytusa Działyńskiego jako bibliotekarz
w Kórniku, zmarł zaś 10 lat później. W tym przedziale musiał powstać zbąszyński
rysunek. Ale z jakiego powodu? Czy zamówił go Działyński, "sponsor" Kielisińskiego?
Czy rysownik wykonał więcej szkiców Zbąszynia? Na te pytania jeszcze nie
znamy odpowiedzi. Jednakże W. Olejniczak nie zamierza poprzestać na jednym
znalezisku, liczy iż bibliotece kórnickiej są inne "skarby" opowiadające
o jego mieście rodzinnym. Zatem czekamy na dalsze odkrycia.
Kim był rysownik baszty?
Kajetan Wincenty Kielisiński (1808 -1849), grafik, rysownik, bibliotekarz.
Pochodził z Kielecczyzny. W latach 1829-30 studiował architekturę w Warszawie,
ale udział w powstaniu listopadowym nie pozwolił mu dokończyć nauki. Znajdujemy
go potem w Medyce, Krakowie. W 1839 r. został zaangażowany przez Tytusa
Działyńskiego jako bibliotekarz w Oleszycach i Kórniku. W 1848 r. brał
udział w Wiośnie Ludów, więziony przez Prusaków. Został po nim zbiór ok.
1 tys. rycin i rysunków odtwarzających m.in. zabytki architektury. Jego
prace są w zbiorach bibliotek: Ossolińskich, Jagiellońskiej i innych,
i Muzeach Narodowych w Poznaniu, Krakowie i Warszawie.
|