ZBĄSZYŃ :: Przyprostynia kibicuje Płomieniowi!

Przyprostynia kibicuje Płomieniowi!


Obok grającej i dopingującej młodzieży w działalność na rzecz klubu piłkarskiego zaangażowało się wielu lokalnych biznesmenów.

Gdy się przyjdzie na boisko wiejskiego klubu Płomień, od razu poznać, że tu jest gospodarna Wielkopolska. Przy budynku klubowym (zbudowanym wyłącznie przez sportowców i działaczy!) maszty z metalowymi tabliczkami sponsorów.

- Tutaj niech pan popatrzy - mówi jeden z działaczy (chce pozostać anonimowym przyjacielem klubu) i pokazuje tabliczki: - Sponsor spod Warszawy, a tu sponsor z Kostrzyna w Lubuskiem, o naszych nie mówiąc...

Jak w tej Przyprostyni robią, że przyciągają pieniądze na sport z takiej odległości? - Sposobem i dzięki lokalnemu patriotyzmowi - mówi Tadeusz Borkowski, prezes Płomienia. - Prowadzę interesy w różnych stronach Polski. Mówię firmom ze mną kooperującym, że dam ulgi, upusty jeśli się dołożą do naszego klubu...

- Od gminy dostaliśmy na ten rok zaledwie 4,5 tys. zł; z tego przecież nie można utrzymać klubu w klasie A, a my już przymierzamy się do okręgówki - twierdzi Józef Smolarek, skarbnik klubowy. - Dlatego bez sponsorów nie byłoby drużyny. Musimy opłacić sędziów, odprowadzić pieniądze do związku piłkarskiego, dać różne wpisowe, ubezpieczenia, kupić sprzęt dla zawodników, słowem trzeba nam więcej niż 10 tys. zł.

Płomień ma aktualnie dwie drużyny, przy czym nadzieje na awans związane są z pierwszą, obecnie na czwartym miejscu w swojej klasie. Żeby spełnić wszelkie wymogi licencyjne związku piłkarskiego, działacze wciąż coś poprawiają, uzupełniają, dobudowują.

- W zeszłym roku odgrodziliśmy kibiców od płyty, bo taki był wymóg - wylicza Henryk Kuchta, kierownik drużyny. - Teraz chcemy zbudować trybuny dla widzów. Ziemia jest już nawieziona, trzeba ją uformować w pryzmę. Jako murek oporowy posłuży nam konstrukcja betonowego płotu.

- Największym problemem są siedziska, bo dużo kosztują, a ma być ich 200 - uważa T. Borkowski. - Może na początek zrobimy trybuny bez siedzisk? W każdym razie ubity nasyp pod trybuny będzie gotowy do 27 kwietnia.

Poza mieszkańcami Przyprostyni w pracę na rzecz Płomienia angażują się także sami sportowcy, bo to głównie miejscowa młodzież. Zawodnicy np. nie biorą pieniędzy za udział w rozgrywkach. - Na mecze wyjazdowe wozimy piłkarzy prywatnymi samochodami - przekazuje H. Kuchta. - A po meczu są częstowani kiełbaską, pepsi i na tym koniec.

Jak wobec tego udało się Płomieniowi "kupić" Krzysztofa Fleischera, najlepszego zawodnika z Obry Zbąszyń, klubu z miasta, grającego wyżej, bo w okręgówce? - Sposobem! - śmieją się działacze. - A dlaczego Płomień tak wysoko stoi w tabeli? - Bo dziewczyny piłkarzy są z nami. Jeśli słabo grają - to post... - w klubowej świetlicy znowu śmiech.

Wszyscy zaangażowani w działalność klubu są optymistami. Wierzą w awans i uważają, że wieś udźwignie, także finansowo, to wydarzenie.


Henryk Kuchta - kierownik drużyny, Tadeusz Borkowski - prezes, Józef Smolarek - skarbnik; w zarządzie klubu aż pięć osób ma własne firmy, poza tym jest emeryt i pracownik PKP - w tym składzie na pewno sobie poradzą.

 

Podziel się swoim zdaniem

teren@gazetalubuska.pl   Tel: 068 324 88 54

EUGENIUSZ KURZAWA

Fot. Tomasz Gawałkiewicz
(Gazeta Lubuska 2008)

powrót