|
Dochodzi godz. 15.00. Szkoła Języków Obcych przy ul. Ciświckich powoli
zapełnia się uczniami. Ale w lekcjach uczestniczy tylko doborowe grono,
siedem-osiem osób.
- Przyjechałam do Polski za sercem - mówi Jewgienija Czebanienko
z Moskwy, nauczycielka... angielskiego. Teraz jest z Nowego Tomyśla, skąd
dojeżdża do szkoły języków. - Męża, Polaka, poznałam na festynie piwnym
w Moskwie.
Jak ocenia swych uczniów? - Zależy od grupy, ale większość jest pilna
i chętna do nauki - twierdzi.
- Szkoła to właściwie podpowiedź męża i jego kolegi, ale i mnie szybko
wzięło; do tego stopnia, że zrobiłam dodatkowo w Zielonej Górze specjalizację
z zarządzania placówkami oświatowymi - mówi Renata Furman, dyrektorka
Szkoły Języków Obcych "Lektor". Jedynej takiej placówki w mieście i okolicy,
w której zakuwają obce słówka i zdania, i męczą się z gramatyką mieszkańcy
Babimostu, Zbąszynka, Trzciela, Dąbrówki Wlkp. i wielu miejscowości. Najwięcej
"kujonów" jest oczywiście ze Zbąszynia.
Praca, wycieczki, studia
- Obecnie angielskiego i niemieckiego uczy się 13 niedużych grup, najwyżej
ośmioosobowych - podkreśla R. Furman. Na dowód pokazuje klasę, gdzie przy
stolikach ustawiono tylko osiem krzeseł. Tak ma być. - Niestety, nie udało
się uruchomić kursów języka rosyjskiego i francuskiego, gdyż zgłosiło
się za mało chętnych. Taka jest specyfika naszego miasta. W większych
ośrodkach na pewno nie byłoby problemów z kolejnymi językami.
Co w takich niewielkich ośrodkach skłania ludzi do nauki? Okazuje się,
iż większość z nich (przynajmniej w grupach dorosłych) szykuje się do
wyjazdu za granicę "za pracą". Część (zwłaszcza młodzieży licealnej) przygotowuje
się na studia lub już studiuje i chce pogłębić znajomość języka. Sporo
osób - głównie tych lepiej sytuowanych - po prostu zamierza bywać za granicą.
- Są też wśród kursantów pracownicy Swedwoodu, gdzie dobrze jest znać
język, żeby awansować - podpowiada Anna Łuka, sekretarz szkoły
znająca wiele tajników uczniów. - A bywają też osoby skierowane na naukę
przez swoich pracodawców i przez nich opłacane.
Każdy chce się uczyć
Przy ul. Ciświckich można spotkać ludzi różnych zawodów. Od policjanta
przez prywatnego przedsiębiorcę po wuefistę. Pod względem wiekowym w istniejącej
już dwa lata placówce też nie ma reguł. Szkoła prowadzi naukę dla maluchów
od piątego roku życia. - Szkoda, że nie było was wczoraj, gdy dzieciaki
rozłożyły się na podłodze z rozmaitymi przedmiotami - wspomina A. Łuka.
Dodaje, że SJO nie tylko w Zbąszyniu spotyka się z dzieciakami. Podobne
zajęcia nauczyciele prowadzą w Dąbrówce Wlkp., a R. Furman myśli o rozszerzeniu
działalności placówki w miastach Regionu Kozła.
Dorośli z kolei uczą się innymi sposobami. Nauczyciele twierdzą, iż część
nie chce poznawać pisma, decyduje się tylko przyswajać nowe słowa, budować
zdania, najlepiej praktyczne, przydatne za granicą.
- Jako pedagoga cieszy mnie, że nasi uczniowie potrafią się zintegrować
i spotykać później na płaszczyźnie prywatnej - podkreśla pani Renata.
- Dlatego zakończenia roku są u nas nietypowe, spotykamy się przykładowo
nad jeziorem.
Ponieważ nauka w SJO trwa trzy lata nie wiadomo jeszcze jak będzie wyglądało
ukończenie szkoły, jak uczczą to uczniowie i pedagodzy. Ale poczekamy...
|