|
- Wielu zbąszynian uważa, że ich miasto ma charakter turystyczny.
Pan też tak uważa?
- Zapewne ku rozczarowaniu mieszkańców muszę powiedzieć, iż Zbąszyń nie
jest ośrodkiem turystycznym. Rzeka, lasy, zanieczyszczone jezioro to za
mało. Są to szanse, ale niewykorzystane.
- Dlaczego?
- Miejscowości nad wodą jest w Polsce tysiące, ale Mikołajki czy Augustów
są niepowtarzalne. Mają "coś", czego nie ma tutaj. Nie tylko nie ma, ale
nawet brak koncepcji czym to "coś" miałoby być. Jako pomysł do wykorzystania
jest np. żegluga na szlaku jezior obrzańskich, albo "sprzedanie" niepowtarzalnego
folkloru ze szkołą muzyczną, czy historii i zabytków, ale gmina na to
nie jest przygotowana.
- Nie ma markowych hoteli, restauracji, stylowych kawiarenek...
- Tzw. kempingi w parku nadają się na noclegi dla studentów, ale nie dla
wczasowiczów z pieniędzmi.
- Prywatni mieszkańcy też nie oferują atrakcji, słowem nie potrafią
żyć z turystów.
- Myślę, iż trzeba iść w kierunku nakreślonym przez prof. Młynarczyka.
Postawić karuzelę narciarską na jeziorze, zrobić z niej atrakcję nr 1
i powoli "obudowywać" innymi pomysłami. Może na działkach między plażą
a parkiem należałoby postawić dobry hotel z basenem, żeby miasto żyło
turystyką cały rok? Bo jeśli latem bywają tu ludzie korzystający z desek
windsurfingowych, gdyż duże i wietrzne jezioro daje takie możliwości,
to zimą powinni bywać bojerowcy.
- Żeby któryś z tych pomysłów ruszył trzeba by odłożyć remontowanie
ulic - gdyż jest to tylko konsumpcja - i przestawić się na inwestycje,
prawda?
- Należy rozmawiać z radnymi i przekonać do pewnych wyrzeczeń mieszkańców.
Wiem, że to trudne, bo dziś każdy chce wygodnie dojechać do domu. A inne
inwestycje "oby nie moim kosztem". Problemem był do tej pory, jak myślę,
brak zdecydowania władz. Bo trzeba wyraźnie stawiać na jakiś kierunek
i potem konsekwentnie się tego trzymać. Jeśli ludzie zobaczą choćby początkowe
efekty, to uwierzą, że cel jest słuszny.
- Do jakich wyrzeczeń namawiałby pan obywateli?
- Należy skończyć z inwestycjami, zwłaszcza drogami, wyłącznie za pieniądze
gminy. Jest wiele możliwości finansowych, trzeba umieć z nich korzystać.
Zbudujemy za własne złotówki tylko ul. Taczaka, ponieważ zdezaktualizowałby
się termin ważności projektu. Inne poczekają.
- Budżet gminy jest zadłużony w 43 procentach...
- Wtrącę, dla porównania, iż Zbąszynek tylko w 4 procentach.
- Skąd zatem samorząd weźmie wkład własny do realizacji pomysłów?
- Wspólnie z burmistrzem Leśnym zamierzamy ściągnąć inwestorów do gminy
i szukać różnych źródeł dofinansowania.
- I co? Są szanse?
- Pewno, że są, ale nie od razu Kraków... Zbąszyń jest specyficznym miastem.
Należy przekonywać ludzi, żeby zechcieli, dla przykładu, przeznaczyć prywatne
grunty na inwestycje ważne dla wszystkich. Żeby nauczyli się myśleć kategoriami
dobra wspólnego. Bo gmina ma za mało terenów pod inwestycje i jeśli obywatele
nie pomogą, to kto? A z inwestycji są podatki, które zasilają budżet.
- Chce pan przekonywać mieszkańców do dalekosiężnych celów, tymczasem
jak idę przez miasto i widzę zapuszczone domy, brzydkie posesje, walące
się chlewiki, o które nie potrafią zadbać, to nie mogę sobie wyobrazić
obywatelskiego poświęcenia.
- Też to zauważam i mnie również zaskoczyły zaniedbania, gdy zobaczyłem
je z bliska. Dotąd zawsze traktowałem zbąszynian jako gospodarnych Wielkopolan.
Nie rozumiem bałaganu w niektórych miejscach, nawet tuż pod ratuszem.
Próbowaliśmy zresztą rozmawiać z właścicielką jednej z tych posesji, chcieliśmy
ją odkupić. Nic z tego. Taka "uroda" ludzi.
- Wygląd podwórek i zapaskudzonych brzegów Obry źle świadczy o ludziach.
- Ale z drugiej strony są zadbane posesje, a piękne kamienice, zwłaszcza
w Rynku, na Senatorskiej, wyglądają świetnie. Ktoś zatem daje przykład,
ktoś potrafi dbać o wygląd, lecz tych liderów lokalnych wciąż jest za
mało. Zobaczymy, może gmina da przykład.
- Oby! Dziękuję.
|