|
Poznański geolog, prof. Janusz Skoczylas z Uniwersytetu im. A.
Mickiewicza zauważył na kamiennych płytach, którymi wyłożony jest kościół
coś, czego nie widział nikt inny...
- Człowiek przychodzący do kościoła może nie zwracać uwagi na takie sprawy,
zresztą musiałby mieć trochę specjalistycznej wiedzy na ten temat - mówi
prof. J. Skoczylas. Dla niego sprawa była jasna na pierwszy rzut oka.
- Mieliśmy w Zbąszyniu obóz naukowy, w którym oprócz studentów uczestniczyło
kilku profesorów z uniwersytetu - przypomina prof. Zygmunt Młynarczyk
mający korzenie w podzbąszyńskim Stefanowie. On zorganizował ów obóz,
a od pewnego czasu dogląda też spraw związanych z jeziorem Błędno.
- Profesor Skoczylas wybrał się pewnego dnia do kościoła i wrócił z ciekawym
odkryciem - potwierdza Z. Młynarczyk.
W życiu bym nie zauważył
- Gdyby mi nie pokazano tego palcem, to w życiu bym nie wpadł o co idzie
- sugeruje proboszcz Zbigniew Piotrowski oprowadzając po świątyni
i wypatrując głowonogów na płytach posadzkowych.
Prof. Skoczylas "sprzedał" jednak swoją wiedzę rządcy parafii i podarował
mu fachową książkę. Dlatego proboszcz może dziś demonstrować ślady żyjątek.
- To, co widzimy na płytach w kościele, to były organizmy morskie zwane
głowonogami, inaczej: ortocerasami - tłumaczy J. Skoczylas.
- Po śmierci opadały na dno morza, gdzie ciało miękkie się rozkładało,
a skorupa się zachowywała; bywała mineralizowana lub odciskała się w podłożu
wapiennym dna. Przez setki lat dno było przykrywane kolejnymi warstwami,
wapień twardniał, dzięki czemu ślady żyjątek morskich zachowały się do
dnia wydobycia skał przez ludzi.
Kamień z Olandii
Ludźmi, którzy wykorzystali kamienie z dawnego dna byli Szwedzi z bałtyckiej
wyspy Olandia. Historia wydobycia wapieni z okresu ordowiku sięga tam
VIII w. W średniowieczu zamawiany na Olandii kamień docierał drogą morską
głównie do miast hanzeatyckich, w tym do Gdańska. Kamienne posadzki szwedzkie
od XVI w. zamawiali w Polsce cystersi, potem bernardyni i jezuici. Do
dziś płyty zachowały się w starych kościołach i klasztorach północnej
i środkowej Polski. Zwykle były ułożone w układzie szachownicowym.
- Świadczą o randze kościoła i zamożności fundatorów, gdyż takie płyty
nie były tanie - podkreśla prof. Skoczylas. Tym bardziej szkoda, że w
prezbiterium cenne płyty szwedzkie zastąpiono marmurem niszcząc tym samym
historyczny układ na rzecz źle pojętej elegancji. Stało się to jednak
za poprzednika proboszcza Z. Piotrowskiego.
Kobiety szlifowały
Wydobyciem kamienia wapiennego z okresu ordowiku zajmowali się mężczyźni,
kobiety natomiast jego szlifowaniem przy pomocy kieratów ciągniętych przez
woły. Otóż pod dyszel kieratu mocowano płytę ścierającą, zaś inne, surowe
płyty, układano na ziemi. Jedna z kobiet siadała na dyszlu kieratu jako
balast i kierowała wołem, druga polewała wodą z piaskiem płyty poddawane
obróbce. W ciągu tygodnia kierat dawał produkcję ok. 100 płyt o wymiarach
44 x 44 cm (łącznie 18 mkw.).
Tam mają posadzki szwedzkie
Najwięcej jest ich w Gdańsku (m.in. kościół mariacki), także w Elblągu,
Tczewie, Malborku, Pelplinie, Kartuzach, Bydgoszczy, Toruniu, Płocku,
Wyszogrodzie, Łowiczu, Warszawie, Sejnach, klasztorze nad Wigrami, Tykocinie,
Białymstoku, Puławach, Kazimierzu Dolnym. W historycznej Wielkopolsce
poza Poznaniem m.in. także w Buku, Obrzycku, Sierakowie, Rokitnie, Paradyżu,
Wągrowcu, Kcyni, Gnieźnie, Wschowie.
|