|
Po kilku latach działalności społeczny komitet zbiórki pieniędzy na zbąszyńską
karetkę zakończył działalność. Nie kupił samochodu, za to profesjonalnie
wyposażył obecną erkę.
- Niemal pięć lat temu rozpoczęliśmy działalność, a dokładniej 27 maja
2003 r. jako Komitet "Karetka dla Zbąszynia" uzyskaliśmy zgodę Ministerstwa
Spraw Wewnętrznych i Administracji na publiczną zbiórkę pieniędzy - przypomina
Małgorzata Nowak, była przewodnicząca byłego już komitetu zbiórki
złotówek na pojazd dla pogotowia.
Idea jaka przyświecała społecznikom była jasna: zebrać wśród zbąszynian
tyle pieniędzy, żeby móc zakupić samochód dla stacji pogotowia. Jednakże
pojazd, wedle założeń, miał pozostać własnością społeczną. W 10-lecie
istnienia podstacji pogotowia ratunkowego redakcja lokalnego pisma "Zbąszynianin"
(dziś już nieistniejącego) zainicjowała zbiórkę pieniędzy.
To był priorytet
- Gdy w roku 1990, jako komitet obywatelski, szliśmy do wyborów samorządowych,
szukaliśmy mądrych, potrzebnych społecznie przedsięwzięć, mogących stanowić
zarazem celne hasła wyborcze - wspomina były burmistrz, obecnie prezes
Spółdzielni Telekomunikacyjnej Romuald Szczepaniak.
- Dwa najważniejsze brzmiały: własne pogotowie i własne telefony. Oba
zostały zrealizowane! 1 grudnia zeszłego roku minęło15 lat od chwili,
gdy ruszyła stacja pogotowia. Pomoc materialną w postaci używanego samochodu
specjalistycznego oraz wyposażenia i leków przekazali Holendrzy z miejscowości
Den Helder. Ponieważ pogotowie mogło istnieć tylko w ramach Zespołu Opieki
Zdrowotnej włączono je do ZOZ-u w Wolsztynie, a z początkiem 1999 r. przeszła
do systemu ratownictwa w Nowym Tomyślu.
Problemy z powiatem
Wtedy zaczęły się problemy. Nowy zarządca pogotowia uznał, iż nie stać
powiatu na utrzymywanie zbąszyńskich"fanaberii", gdyż nikt inny w powiecie,
poza Nowym Tomyślem, nie posiada własnej karetki. To zrodziło napięcia
i strach, że medyczna zdobycz lat 90. może uciec znad Obry.
Żeby więc nie liczyć na obcych, "Zbąszynianin" (pismo wydawane przez Spółdzielnię
Telekomunikacyjną) rzucił myśl złożenia się na nowy samochód. Powołano
stowarzyszenie Wspólnota Spółdzielcza, prezesem została M. Nowak, naczelna
"Zbąszynianina".
- Chcieliśmy, licząc na pomoc przyjaciół naszego miasta w Holandii, kupić
za granicą nowoczesną dobrze wyposażoną karetkę - mówi M. Nowak. - Byłaby
"pod" nowotomyskim ZOZ-em, ale jeździłaby z herbem Zbąszynia jako własność
społeczna, formalnie Wspólnoty Spółdzielczej, i nikt nie mógłby nam jej
sprzedać.
Zamknęli działalność
Niestety, piękna idea spełniła się częściowo. Mimo apeli prasowych, internetowych,
mimo ustawienia na Rynku (za zgodą MWSiA) potężnej skarbony na datki,
"konto karetkowe" zbytnio się nie powiększało. W ciągu pięciu lat uzbierano
tylko ponad 12 tys. zł. Za mało na pojazd. Wobec czego zapadła jedyna
mądra decyzja komitetu, żeby uzbierane pieniądze przeznaczyć na sprzęt
dla pogotowia, które zresztą w ostatnich latach na tyle okrzepło, że nie
ma zakusów, iżby je likwidować. Przeciwnie, otrzymało lepszy samochód,
a niedawno zapadła ważna decyzja.
- Od 1 stycznia pogotowie czynne jest już całą dobę, a nie jak w minionych
15 latach tylko od 18.00 do 6.00 - podkreśla Dariusz Chłopek, radny
powiatowy ze Zbąszynia walczący w Nowym Tomyślu o wszelkie zbąszyńskie
kwestie tyczące medycyny.
- Konsultowaliśmy się z pracownikami pogotowia, z panem Chłopkiem ze szpitala
powiatowego i dyrektorem szpitala Januszem Nowakiem i za ich podpowiedzią
zakupiliśmy nowoczesny sprzęt i przekazaliśmy karetce - informuje M. Nowak.
- Wydaliśmy łącznie 11.773 zł i trzy grosze, z zebranych przeszło 12 tys.
zł.
Kupili dla pogotowia
Miękkie nosze, aparaty ekg, usztywniacze kręgosłupa, materac próżniowy,
kołnierze usztywniające, laryngoskopy, worki samorozprężalne, tzw. BIG,
czyli automat do wkłucia doszpikowego oraz pulsooksymetr.
Tak się rozliczają
Komitet "Karetka dla Zbąszynia" w składzie Małgorzata Nowak, Elżbieta
Zych, Monika Lehmann, Aneta Baszyńska, Agnieszka Kmak i nieżyjąca już
Bożena Wiśniewska, od 27 maja 2003 r. zebrał w zbiórce publicznej 12 043,00
zł, w tym koszta własne 265,97 zł (opłaty bankowe, prowizje 189,97 zł;
opłata skarbowa 76 zł), dochód wyniósł 11 777,03 zł. Należy dodać, iż
skarbona na Rynku w nocy z 3 na 4 marca 2004 r. została zdewastowana,
a pieniądze szacowane na kwotę 400 zł skradzione.
|