ZBĄSZYŃ :: Francuz szykuje Grunwald

Pracownia - żona nie, kot nie, pies nie - mówi Francuz z Nądni


- Za rok, jeśli się powiedzie, to może przygotowałbym bitwę pod Grunwaldem - zapowiada Jean Pierre Merigot


Mieszkający od czterech lat pod Zbąszyniem Jean Pierre Merigot po raz pierwszy pokazał publicznie swoje hobby. Kto chce zobaczyć - musi przyjść na Rynek do muzeum regionalnego. Naprawdę warto!

- Jean Pierre od 13 roku życia należał do klubu miłośników historii bitew, wojen, nie potrafię tego przetłumaczyć na polski - mówi Maria Tomys, żona Jeana Pierre Merigot. - Spotykał się z kolegami, a każdy przygotowywał swoją armię, no i rozgrywali jakieś bitwy. Pani Maria nie bardzo się orientuje co to jest dywizja, batalion, po prostu tematyka wojskowa jest jej obca. Wie, iż Jean Pierre najpierw jako dziecko, potem już jako dorosły brał udział w różnorakich planszowych grach wojennych.
- Myśmy się poważnie przygotowywali do każdej bitwy - J. P. Merigot przypomina paryskie czasy. - Taka bitwa musiała być udokumentowana, studiowaliśmy materiały archiwalne dotyczące samego zdarzenia, ale też szukaliśmy informacji, jak ile ważył karabin, w jakim tempie szła piechota i inne. Na planszy bitewnej musiały być oznaczone drogi, rzeczki, słowem wiernie oddane pole walki.

Zdobywał Berlin
W ten sposób Francuz brał udział w zdobywaniu Berlina czy jednej z bitew japońsko-amerykańskich i wielu innych. Głównie interesowała go II wojna. Gdy znalazł się w Zbąszyniu próbował uczyć zasad gry sąsiadów na osiedlu pod lasem, gdzie mieszka.
Do gry używa się metalowych figurek wysokości 15 mm. Są wyspecjalizowani producenci, od których J.P. Merigot kupuje żołnierzy. Najważniejsze jest jednak bardzo pracochłonne, staranne malowanie każdej figurki. Dzieje się to w pracowni, do której Jean Pierre nie wpuszcza nikogo.
- Pracownia - nie, żona nie, kot nie, pies nie - mówi polszczyzną, którą zdążył się nauczyć. Jest na tyle zrozumiała, że pozwala mu na wyjazdy do miasta na zakupy, gdy w domu nie ma żony. "GL" też nie udało się wejść do tajemniczej pracowni. Niektóre figurki do rozegrania bitwy pod Borodnino, nad którą pracował ostatnio, Francuz skądś donosi i ustawia na stole.
- To Napoleon, tu Kutuzow, to Murat, a to książę Poniatowski - wylicza. Postacie, mimo że maleńkie, są tak znakomicie wymalowane, iż bez problemów można je rozpoznać.

Kawa i "Le Monde"
- Do oglądania bitwy są przygotowane lupy, a scena bitwy oświetlona punktowo - dodaje pani Maria. Z tym ostatnim nie ma problemów, gdyż J. P. Merigot jest fachowcem. Przez 22 lata pracował w Telewizji Antenne2 i France 2 jako oświetleniowiec ekipy dziennika telewizyjnego. Dzięki satelicie może dziś oglądać stację, w której pracował i słuchać aktualności. Stara się być na bieżąco. Rano pijąc kawę czyta gazetę "Liberation", po południu przychodzi pora na znany "Le Monde".
- Oczywiście czyta w internecie - śmieje się żona. - Pamięta też o sjeście południowej, po której bierze się za malowanie.
- Malowanie żołnierzy to dziennie około półtorej godziny - uzupełnia Jeane Pierre.
- A jak nie może zasnąć, to też idzie malować - dorzuca pani Maria. Kto chciałby zobaczyć bitwę i docenić benedyktyńską pracę Francuza powinien pójść do Muzeum Ziemi Zbąszyńskiej i Regionu Kozła. Inauguracja wystawy odbyła się w sobotę z okazji Nocy w muzeum. Ale ekspozycja będzie czynna do czerwca.

Bitwa pod Borodino
... została rozegrana 7 września 1812 r. i jest zaliczana do najkrwawszych w dziejach. Naprzeciwko stanęły dwie potężne armie: 140 tys. Rosjan dowodzonych przez Kutuzowa i 115 tys. żołnierzy z całej Europy (w tym głównie Francuzów) dowodzonych przez Napoleona. Ze strony polskiej wzięli w niej udział kawalerzyści: huzarzy, lansjerzy, ułani, szaserzy.

 


Podziel się swoim zdaniem

teren@gazetalubuska.pl   Tel: 068 324 88 54

EUGENIUSZ KURZAWA

Fot. Mariusz Kapała
(Gazeta Lubuska 2008)

powrót