Obrazki prowincjonalne

Byle jak, czyli niczego nie będzie


Pytam się w zbąszyńskim biurze promocji, czy w gminie pragnącej uchodzić za turystyczną (wielu mieszkańców naprawdę wierzy, iż tak jest) powstały ostatnio nowe gospodarstwa agroturystyczne. Okazuje się, że nie powstały. Dlaczego po sąsiedzku, w Miedzichowie, tychże gospodarstw jest "jak psów", pytam? Ponoć winą jest brak... bezrobocia w Zbąszyniu. Każdy ma albo łatwo może mieć pracę i nie musi szukać pomysłów na dodatkowe złotówki. No dobrze, ale dlaczego w porządnej Wielkopolsce, do której Zbąszyń tak bardzo chciał formalnie należeć, gdy parę lat temu zmieniano granice (bo historycznie i geograficznie zawsze należał), zbąszynianie żyją w takim bałaganie? Często piszę o walących się szopkach, dziurawych dachach, krzywych rynnach i chodnikach. O bałaganie przy ul. Żwirki, a więc pod urzędem, o bałaganie przy ul. Świętomikołajskiej wiodącej do kładki na Obrze, o paskudnym widoku na brzegi rzeki, którą płynął spływ im. Karola Wojtyły. Miasto "od zaplecza" wygląda niechlujnie! Dlaczego?
- Myślę, że z przyzwyczajenia - kapitalnie podpowiedziała mi pewna kulturalna mieszkanka. Bombowa ocena. Ludzie przyzwyczaili się do dziurawych opłotków, zapaskudzonych podwórek (na niektóre aż nie chce się wchodzić), że zwyczajnie nie widzą panującego syfu. Przeciwnie, obrażają się, gdy im się to wytknie. Bo w końcu mieszkają w ośrodku turystycznym... Skąd się to niedbalstwo w ludziach bierze? Dlaczego Wolsztyn, Babimost mają ukwiecone ulice, wiszące kwietniki? Zbąszynianie (z małymi wyjątkami) nie mają poczucia estetyki. Nie mają poczucia dbałości o swe miasto. Ono ich nie interesuje, choć mówią inaczej.
A przecież nie ma nawet typowego towarzystwa przyjaciół miasta.
Popatrzmy: ktoś wywrócił w parku postumenty, na których stały rzeźby zamkowe. Cokoły leżą i nikogo nie obchodzą. Ani ludzi, ani służb miejskich. Park zaśmiecony, trawy niewykoszone, a kosze pełne śmieci. Nikogo to nie rusza. Wjazd pod basztą był zawsze dla pojazdów zakazany. Niedawno obserwowałem jak tamtędy jeździły samochody. I nic! Od lat trwały dyskusje o zakazie parkowania na Rynku. Władza była za, albo przeciw, już się pogubiłem. Ale gdyby naprawdę chciała porządku na Rynku, to mogła podjąć prostą decyzję: przesunąć kwietniki i ławki do krawędzi rynkowej płyty, i samochody nie miałyby gdzie się wciskać. Ale widać władze ratuszowe nie chciały (bały się?) podjąć takiej decyzji. I jest jak jest. Byle jak. Czy to lepiej niż w planach Kononowicza?

 

Podziel się swoim zdaniem

teren@gazetalubuska.pl   Tel: 324 88 54

EUGENIUSZ KURZAWA


(Gazeta Lubuska 2007)

powrót