|
Zmarł najwybitniejszy powojenny zbąszyński fotografik - Kazimierz Olejniczak.
Postać znana nad Obrą każdemu. Jeszcze stosunkowo niedawno widziałem go
w towarzystwie żony drobnym kroczkiem przemierzającego Rynek z nieodłącznym
aparatem.
Zbąszyń, jego ludzi i kulturę fotografował około 70 lat! Pierwsze zdjęcia,
jak mi powiedział, zrobił kolegom, z którymi przed wojną dojeżdżał pociągiem
do liceum w Wolsztynie. W 1938 r. zadebiutował zdjęciem prasowym na łamach
poznańskiego czasopisma "Orędownik".
Starsi zbąszynianie pamiętają zaś, iż w centrum, wówczas przy ul. Świerczewskiego
(obecnie Senatorska), był zakład fotograficzny pana Kazimierza. Tysiące
osób robiło tam zdjęcia ślubne, legitymacyjne, komunijne. To była rzemieślnicza
część Jego życia i z niej wielu Go zapamięta.
Ale dużo ważniejsza, dla mnie, jest część artystyczna Jego życiorysu.
K. Olejniczak został bowiem kronikarzem dziejów miasta, szczególnie zaś
lokalnej kultury, w tym niepowtarzalnego folkloru Regionu Kozła. Utrwalił
na kliszy niepowtarzalne występy Wesela Przyprostyńskiego, dokumentował
kolejne Biesiady KoĽlarskie i inne zdarzenia artystyczne. Ci co dojeżdżali
pociągiem do szkoły lub pracy zapewne pamiętają wiszące na dworcu głównym
fotogramy Wesela Przyprostyńskiego idącego przez zboże lub matki weselnej,
słynnej Zuzanny Chłopkowej. Nie brakowało kapeli koĽlarskiej z mistrzem
Tomaszem Śliwą.
K. Olejniczak był też autorem charakterystycznym widokówek Zbąszynia,
licznych albumów i wystaw. Mam nadzieję, że co najmniej dwoje spośród
sześciorga dzieci pana Kazimierza podejmie się utrwalenia dzieła ojca.
Hanna Olejniczak-Zaworonko (mieszkająca w Paryżu) pokazała w zeszłym roku,
iż zna się na edytorstwie. Dowodem album "Zbąszyń. Wędrówki po mieście"
(także ze zdjęciami ojca), wydany wspólnie z bratem Wojciechem. Jednak
dla niej i dla brata, poznańskiego artysty plastyka, miałbym tym razem
nieco odmienne zadanie.
Trudno wyobrazić sobie Zbąszyń bez pana Kazimierza. Niech zatem pozostanie!
Taki jaki był za życia, z aparatem (lustrzanką) wiszącym na piersi. Oczywiście
jako rzeźba. Najlepiej przy ul. Senatorskiej, na chodniku. Tam, gdzie
kiedyś miał zakład fotograficzny. A może artysta mógłby "fotografować"
koźlarza stojącego już na Rynku?
|