|
To niesamowite! Konrad Weimann od 37 lat codziennie o godzinie 7.00 zimą,
a latem o 8.00 idzie nad Obrę, żeby sprawdzić na tzw. łacie poziom wody
i zmierzyć jej temperaturę.
- To jest już bardziej moje hobby niż jakaś konieczność, gdyż Obra od
dawna nie ma wysokich stanów, nie istnieje zatem niebezpieczeństwo, które
trzeba stwierdzić "namacalnie" - mówi Konrad Weimann. Siedzimy w jego
domu przy ul. Miodowej. Stąd do Starego Mostu (lub Wielkiego), jak zwano
go w przeszłości, tylko kilkaset metrów. Idzie zatem codziennie o 7.00
ulicą Przedmieście święty Wojciech i Senatorską na most. Latem, po zmianie
czasu jest to godzina 8.00, gdyż poziom wody na przestrzeni lat musi być
mierzony w czasie porównywalnym. Pod mostem przy jednym z filarów zamontowana
jest tzw. łata, czyli wodowskaz. Na niej widać czy wody przybyło lub ubyło.
Szumnie zwie się to posterunek hydrologiczny.
Badanie granatem
- A to jest ręczny granat, którym badam temperaturę - śmieje się pan Konrad.
Pokazuje termometr do zanurzania w nurcie, który rzeczywiście do złudzenia
przypomina granat ćwiczebny. - Znajomi przez jakoś okres widząc mnie na
ulicy z tym urządzeniem żartowali, że idę na wojnę. "Dziennik spostrzeżeń
wodowskazowych", który oglądamy wypełniony jest drobniutkimi cyferkami.
To raporty (pisane przez kalkę) dla Instytutu Meteorologii i Gospodarki
Wodnej w Poznaniu. Co miesiąc K. Weimann jedną stroniczkę wyrywa i wysyła
do IMiGW. - Mam z nimi umowę-zlecenie - relacjonuje badacz. - Gdy zaczynałem
płacili 300 zł miesięcznie, teraz jest tylko 120 zł, w tym tzw. ekwiwalent
za buty i ubiór. Weimann w 1971 r. przejął pałeczkę obserwatora Obry od
starszego pana z Przyprostyni, dziś już nawet nie pamięta jego nazwiska.
Ale wtedy podobnych jemu badaczy było dużo więcej. W samym Zbąszyniu trzech,
na trzech posterunkach. Dziś, niestety, jest on jedynym na całym szlaku
rzeki.
Są też zastępcy
- Ten system zaczął się sypać od stanu wojennego, gdyż przestano nam płacić
- przypomina Weimenn. - Przyszło pismo do wszystkich obserwatorów, że
IMiGW nie ma z czego płacić, ale dyrektor bardzo prosi, żeby jednak kontynuować
prace, bo kiedyś zwróci pieniądze za ten wysiłek. No i wiele osób rzuciło
wówczas to zajęcie. Pan Konrad natomiast pracował, traktował bowiem tę
robotę trochę jak misję dla swego regionu. - Jeśli mamy udowodnić, że
Wielkopolska stepowieje, to trzeba systematyczności - uważa. Dlatego przez
37 lat nigdy nie dopuścił do przerwania pomiarów Obry. Gdy nie mógł -
w końcu kiedyś człowieka dopadnie choroba - prosił żonę, Bożenę, kolegów.
Najczęściej zastępował go Jan Rybak mieszkający tuż na rzeką. Na przykład,
gdy na trzy miesiące znalazł się w szpitalu. Pan Konrad przez lata obserwując
Obrę wiele się dowiedział. Zauważył, iż od czasu gdy w 1948 r. pogłębiono
rzekę o metr, gdy zbudowano tamę w Przyprostyni, nie było poważniejszych
powodzi. Co ma swoje zalety, ale też wady, gdyż region stepowieje, giną
łąki, obniża się też poziom wód gruntowych. Coś za coś.
Poziom Obry
* najwyższy powojenny stan Obry to lata 1970/71 - powyżej 240 cm
* najniższy poziom - ok. 20 cm
* najwyższy ostatnio poziom wody przy moście został zanotowany 23 kwietnia
- 202 cm.
* po raz ostatni tak wysoko woda podniosła się w 1975 r.
* stan na łacie z ostatniej niedzieli - 34 cm
|