Rosjanom tu się podoba

Grupę tancerzy odwiedził nawet konsul Władimir Kuzniecow


Plan pobytu delegacji w Zbąszyniu jest tak wypełniony, że rosyjskiej młodzieży i jej opiekunom po prostu brakuje czasu. Zgodnie pobyt zaliczają do udanych.


Nad Obrą bawi 24-osobowa delegacja artystyczna młodych Rosjan z miasta Otradnyj, 100 km od Samary, z którym gród Zbąskich nawiązał stałą współpracę.

- To pierwsza tak liczna delegacja z miasta Otradnyj - mówi Marek Goździewicz, opiekun Rosjan, zarazem dyrektor podstawówki, w której grupa śpi i ćwiczy układy taneczne. W skład delegacji wchodzi czworo dorosłych opiekunów i 20 uczniów w wieku 12-16 lat, należących do dwóch grup tanecznych.
- Jeden zespół ćwiczy taniec klasyczny i współczesny, i nazywa się "Rosinka", czyli po polsku "Kropla Rosy" - wyjaśnia tłumacz Michał Fedorow. - Drugi, "Szarotka", występuje z tańcami ludowymi różnych narodów.

Poważny partner
Otradnyj jest liczącym 50 tys. mieszkańców miastem, zatem pięciokrotnie większym od Zbąszynia, ale za to o wiele młodszym od partnera znad Obry. - Powiedzcie dzieci, ile wasz gorod ma lat - zachęca M. Fedorow. - Nu, w zeszłym roku były obchody 50-lecia miasta.
To spory ośrodek przemysłowy, korzystający z dobrodziejstw posiadania ropy naftowej. Ale także miasto, gdzie uczy się dużo młodzieży (siedem szkół podstawowych, filie wyższych uczelni samarskich), w tym artystycznej.
- Jest u nas szkoła malarstwa, a także szkoła sztuk - wyjaśnia Natalia Ionowa, instruktorka tańca. - Poza tym dwariec kultury (pałac kultury), który spełnia podobną rolę.
- Nauka w szkołach artystycznych odbywa się po lekcjach - dodaje Zinajda Wierchowcewa, pedagog, także instruktorka tańca.
Widać, że nauka przynosi rezultaty, co pokazał krótki występ przed szkołą, specjalnie dla potrzeb fotoreportera "GL". - Na Jarmarku św. Piotra w Okowach okazało się, iż młodzi Rosjanie zrobili furorę - komentuje M. Goździewicz. - Mieli być jednym z punktów święta miasta, a wyszło, iż stali się gwiazdami wieczoru.
O występ podczas pikniku żniwnego szybko zatem zaczął zabiegać sołtys Przyprostyni, wiadomo też, że artyści zatańczą w Wolsztynie.

Ludzie są dobre
Delegacja przyjechała na dwa tygodnie, wraca 15 sierpnia. Wszyscy jej członkowie bardzo poważnie traktują pobyt w Polsce. - Dla młodzieży frajdą był przejazd ekspresem "Polonez" z Moskwy do Warszawy - sugeruje M. Fedorow. W sumie grupa sporo się najeździ, gdyż trasa do Polski liczy blisko 3 tys. km. Bo tak: Otradnyj - Samara 100 km, Samara - Moskwa 1.100 km, potem Moskwa - Warszawa i Warszawa - Poznań. Ale młodzi artyści na to nie narzekają. Zgodnie zwiedzają zbąszyńskie zakłady pracy, pływają po jeziorze Błędno, dowiadują się też o miejscowe tańce ludowe (o koźle i Regionie Kozła wiedziały już jadąc nad Obrę - tak się przygotowały!). Oczywiście ćwiczą tańce.
- Tak tu wszędzie czysto, ludzie dobre, brak przestępczości, a mieszkańcy trzymają się ustalonych umów społecznych - podkreśla M. Fedorow, idealizując chyba polską rzeczywistość. A może Rosjanie tak nas postrzegają? Tania, z grupy tancerzy zauważyła, że Polacy znają sporo rosyjskich piosenek. Chociaż, dzięki nieznajomości przez młodych Polaków języka rosyjskiego, młodzież porozumiewa się w języku... angielskim. - Ogólnie znanym języku słowiańskim - żartuje M. Fedorow.

 

Podziel się swoim zdaniem

teren@gazetalubuska.pl   Tel: 324 88 54

EUGENIUSZ KURZAWA

Fotografia: Bartłomiej Kudowicz
(Gazeta Lubuska 2007)

powrót