|
W Stefanowicach, wsi składającej się z zagród rozrzuconych wśród lasów
i pól, powstał Ośrodek Psychoterapii Małżeństwa i Rodziny "Leśniczówka
Emaus".
Mirosława Majerowicz-Klaus z Poznania, organizatorka placówki, pokazuje
zdjęcia przedwojennej leśniczówki, którą wraz z mężem, Ryszardem Klausem,
kupiła w listopadzie 2005 r. Widać skromny budynek z żółtawej cegły. Dziś
zmienił się nie do poznania, choć zasadniczy kształt został zachowany.
- Strych był niewykorzystany, biegały tam myszy - M. Majerowicz-Klaus
prowadzi na pięterko. Rewelacja.
- Urządziliśmy tu cztery pokoje dla małżeństw, rodzin, czyli naszych pacjentów
przybywających na terapię. Każdy pokój ma własną łazienkę i balkon. Wychodzimy
na balkon pokoju, który pani Mirosława zajmuje z mężem. Ten balkon jest
największy. A widok z niego...! Wokół rozciągają się tylko łąki, a w oddali
lasy. Gdzieś daleko wśród drzew jedyna zagroda, właściciel na stałe mieszka
w Poznaniu.
Działają rodzinnie
- Parter to kolejno: moje biuro do pracy, dalej łazienka, kuchnia z wyjściem
na dolny taras do ogrodu, jadalnia z klasyczną wiejską spiżarnią, następnie
salonik i przez korytarz wracamy do mnie - oprowadza po swym królestwie
psychoterapeutka, psycholożka, pedagog i seksuolog w jednym; tyle bowiem
fakultetów ukończyła M. Majerowicz-Klaus. Pod ich kątem rozpoczęła działalność
w Ośrodku Psychoterapii Małżeństwa i Rodziny "Leśniczówka Emaus".
- Całe przedsięwzięcie w Stefanowicach jest bardzo rodzinne - wskazuje.
- Mąż zrobił podyplomowe studia masażu i robi jeszcze studia z mediatorstwa
małżeńskiego, więc oprócz wsparcia kolegów-psychoterapeutów będę korzystała
z jego pomocy. Z nami pozostaje najmłodsza córka, siedmioletnia Ania,
która będzie tutaj chodziła do szkoły podstawowej i muzycznej. Natomiast
wspierają nas, w różny sposób, dwie pozostałe, dorosłe już córki. Ewa,
mieszkająca w Anglii i studiująca w Poznaniu pedagogikę Zosia.
Zosia, która zajmie dotychczasowe mieszkanie rodziców w Poznaniu, przyjeżdżając
do rodziców ma za zadanie od czasu do czasu przygrywać gościom na pianinie.
Instrument jeszcze nie dotarł, ale nie wszystko naraz. I tak przez dwa
lata udało się tutaj wiele zmienić. Ośrodek funkcjonuje, są pierwsi goście,
otoczenie uporządkowane, rosną kwiaty, rysują się plany. W przyszłości
będzie adaptowany jeszcze budynek gospodarczy.
Mają czuć się dobrze
- Dokupiliśmy trochę ziemi, więc za domem chcemy urządzać ogród - demonstruje
szefowa placówki.
- Tutaj odtworzymy sad, bo widać, że kiedyś coś rosło, a z prawej powstanie
wiata z grillem dla gości.
Cały budynek z zewnątrz został pięknie wystylizowany. Dobudowa tarasu
przy ogrodzie, dużego i ciekawego portalu wejściowego pokazują, iż zmianom
towarzyszyła pewna myśl. Podobnie jest wewnątrz, gdzie oprócz koniecznych
"zdobyczy cywilizacji" widać sporo stylizowanych bądź odnowionych mebli.
Zwłaszcza cenny, bo zachowany sprzed wojny, jest salonowy kominek z ozdobnych
kafli.
- Goście, którzy przyjeżdżają do nas mają się czuć dobrze, spokojnie,
czemu sprzyja naturalne wiejskie otoczenie - przekazuje pani Mirosława.
- Po sesjach terapeutycznych można się włóczyć po okolicy i zastanawiać
nad życiem zbierając grzybny, jeżdżąc rowerem, a także zwiedzając Region
Kozła, o co zadbałam wkładając każdemu do nocnej szafki materiały promocyjne.
Wyżywienie na miejscu. Prawdziwe, wiejskie. Posiłki wspólne. Aż chce się
popaść w jakiś kryzys małżeński, żeby się tutaj poddać terapii. Ale nie
trzeba. Placówka funkcjonuje też na zasadach agroturystyki. Zatem można
przyjechać i bez problemów rodzinnych. Po prostu dla relaksu.
|