|
Mieszkający w Nowej Wsi Zbąskiej, a uczący się w sulechowskim ośrodku
specjalnym, Piotrek Rychły wrócił z olimpiady specjalnej w Chinach ze
złotym medalem w badmintonie.
- Nawet nie wiem z kim grał, kogo pokonał, bo dopiero co wrócił - stwierdza
trener sportowca Roman Zawalny. W Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym
pracuje z Piotrem Rychłym od trzech lat. Na olimpiadę specjalną
do Szanghaju jednak ze swoim podopiecznym nie pojechał. W reprezentacji
kraju był trenerem rezerwowym.
- W finale grałem z Marokańczykiem i wygrałem dwa sety, do ośmiu i do
dwóch - wyjaśnia spokojnie Piotrek Rychły. 21:8 i 21:2 to niezłe wyniki...
- On już taki jest, spokojny, nawet małomówny, musieliśmy z niego wszystko
wyciągać - relacjonuje Teresa Rychła z Nowej Wsi Zbąskiej, ciocia
Piotrka. Złoty medalista zaraz po powrocie został odebrany w Poznaniu
przez trenera i zawieziony do rodziny.
- Pewnie chłopaki na wiosce go pytali, to powiedział jak było. Ale on
raczej kontaktów tutaj nie utrzymuje, wie pan, kiedyś różnie go traktowali...
Zdobył złoto i srebro
- Fajnie było - kwituje Piotr. Podobała mu się pierwsza w życiu podróż
samolotem, która trwała 18 godzin. Wylicza: - Najpierw z Warszawy do Frankfurtu,
a stamtąd do Szanghaju. Igrzyska olimpiad specjalnych trwały dziewięć
dni, cały wyjazd dwa tygodnie.
- Mieszkali w wiosce pod Szanghajem liczącej coś milion ludzi - wtrąca
trener. I już przekazuje, jak wyglądają takie zawody. - Najpierw zawodnicy
grają w tzw. grupach obserwacyjnych. Po prostu sędziowie przyglądają się
jaki poziom reprezentują zawodnicy i przydzielają ich do grup eliminacyjnych.
Teraz wiem, że Piotrek w finale wygrał z Marokańczykiem, a w finale debla
przegrał z Chińczykami i zdobył srebro. Ale poza medalami P. Rychły -
który w trakcie rozmowy z "GL" idzie się przebrać w reprezentacyjny dres
- przywiózł sobie znakomity sprzęt do badmintona. Światowej klasy, leciutką
jak piórko rakietę "Viktor". Chwali się licznymi znaczkami, jakie otrzymał
od kolegów z kilkunastu krajów świata.
Przywiózł mnóstwo wrażeń
- Spotkałem też Arnolda Schwarzeneggera i Jackie Chana - cieszy się sportowiec.
Wrażeń ma zapewne dużo więcej, bo w końcu zobaczył kawał egzotycznego
świata, ale chowa je w sobie. - Tak, tak, Piotruś nam wyrósł - stwierdza
filozoficznie Andrzej Klementowski, dyrektor SOSW.
- No właśnie, wyrósł na mistrza - podchwytuje R. Zawalny. - Teraz każdy
chce z nim grać, a niektórzy się chwalą, że kiedyś z Piotrkiem wygrali.
- Podniosło się zainteresowanie badmintonem, choć sport u nas w ośrodku
zawsze był popularny - ciągnie dyrektor. - Mamy młodych mistrzów na podobnym
do Piotrka poziomie, choćby Paweł Łagoźny, najlepszy pięcioboista w Europie.
|