|
Licealiści i pedagodzy świętują w ten weekend 15-lecie utworzenia ogólniaka.
W związku z tym w sobotę w centrum kultury odbędzie się zjazd absolwentów
i wielki bal.
Zanim to nastąpi - powspominamy jak to było z powołaniem liceum do życia.
Oto wypowiedzi "ojców założycieli" szacownej, aczkolwiek jeszcze młodej
jubilatki.
ZENON MATUSZEWSKI, historyk, dyrektor gimnazjum:
- Przez cały okres powojenny odczuwaliśmy w mieście brak szkoły średniej.
Wielu uczniów dojeżdżało więc na zajęcia do sąsiednich miast, Świebodzina,
Wolsztyna, Nowego Tomyśla, tam się angażując i tam zostawiając energię
oraz twórcze pomysły. Zbąszyń na tym tracił. Poza tym poranne wstawanie
o 5.00 lub 6.00 i dojazdy były uciążliwe i męczące. Poznałem to na własnej
skórze, przez cztery lata dzień w dzień dojeżdżając do liceum w Wolsztynie.
Gdy nastąpił moment transformacji ustrojowej, gdy pojawiła się szansa
powołania LO - rzuciłem myśl, żeby szybko utworzyć taką placówkę. Byłem
wówczas zastępcą dyrektora podstawówki i miałem kontakt z uczniami ósmych
klas, ostatnich. Zrobiłem rozeznanie czy chcieliby się uczyć w szkole
średniej w swoim mieście. Okazało się, iż są tym zainteresowani. Potem
docierałem do nauczycieli mogących stanowić potencjalną kadrę. Miałem
też rozmowy z rodzicami. Z Markiem Goździewiczem objechaliśmy okoliczne
szkoły, m.in. w Chobienicach, Zbąszynku, również tam dopytując o przyszłych
uczniów LO. Zostałem przewodniczącym pierwszej komisji egzaminacyjnej,
pamiętam, iż przyjęliśmy dwie klasy pierwsze. Jeszcze w nocy przed rozpoczęciem
roku szkolnego 1992/93 malowałem, historyczną dziś, tabliczkę z napisem
"Liceum Ogólnokształcące w Zbąszyniu".
MAREK GOŹDZIEWICZ, matematyk, dyrektor podstawówki:
- Utkwiła mi rozmowa podczas jednej z kolęd z ówczesnym proboszczem ks.
Pohlem, który sugerował podjęcie starań o utworzenie liceum. Chodziło
mu o ulżenie dojeżdżającej licznie młodzieży. Ale wtedy, były to lata
80., temat był nie do ruszenia. Natomiast udało się później, gdy zostałem
przewodniczącym rady miejskiej. Wówczas, 18 lutego 1992 r., wystąpiłem
do kuratorium w Zielonej Górze o powołanie LO. Odpowiedź przyszła już
po tygodniu, że kurator wyrazi zgodę, ale trzeba się wykazać odpowiednią
kadrą. Więc ruszyły rozmowy z nauczycielami, poszło kolejne pismo i wreszcie
13 marca 1993 r. kurator Stanisław Rzeźniczak powołał do życia liceum
z dwoma oddziałami. Byłem pierwszym dyrektorem LO, kierowałem nim społecznie
w latach 1992-99, tylko w ostatnim roku otrzymywałem dodatek kierowniczy.
Początki szkoły były trudne, w budynku podstawówki, niektórzy nie wierzyli
w sens tworzenia tej placówki. Mówiono nam, że niedaleko jest renomowane
liceum w Wolsztynie, więc nie damy rady. Tymczasem dość szybko okazało
się, iż szkoła wychowała pierwszych laureatów olimpiad i konkursów, i
zaczęła przyciągać młodzież. W tym wczesnym okresie mieliśmy na poziomie
informatykę prowadzoną przez Krzysztofa Tobolskiego i to był dla uczniów
jeden z magnesów.
|