|
- Rehabilitujemy poprzez pracę osoby niepełnosprawne fizycznie i psychicznie
- wskazuje Wanda Kosmala. - W praktyce pokazujemy im życie w najprostszych
przejawach.
Zanim jednak WTZ zaczęły funkcjonować trzeba było aż półtora roku walki
społeczników. O pieniądze z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych,
o formalne uznanie WTZ. Trudno było. - Ale się opłaciło - mówi Wanda
Kosmala, kierowniczka WTZ. Zaczęło się od utworzenia Społecznej Fundacji
Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym. Jej pierwszym prezesem był Kazimierz
Berliński, dziś honorowy obywatel miasta.
- Ten kierunek polecam każdemu, kto chce działać na rzecz takich osób
jak nasi podopieczni - wskazuje W. Kosmala. - Trzeba założyć organizację
pozarządową.
Nie tylko z powiatu
Do Zbąszynia na ul. Powstańców Wlkp. dojeżdża codziennie 30 osób z powiatu
nowotomyskiego, a także z lubuskich gmin Trzciel i Zbąszynek. - Z Bukówca,
Przyłęku, Lewiczynka, Trzciela Odbudowanie, Lutola Mokrego, Dąbrówki Wlkp.,
Zbąszynka, Perzyn, Przyprostyni, Nowego Dworu, Łomnicy - wymienia pani
Wanda. - Pojawiają się codziennie od poniedziałku do piątku o godz. 8.00,
zaś o 15.00 są odwożeni do domów.
- Bywają bardzo chętnie, gdyż tylko tutaj są w swoim środowisku - podpowiada
terapeutka Mariola Wieczorek. - Problemem dla nich są dni wolne,
niedziele, sierpniowe wakacje.
Stan placówki nie może przekroczyć 30 osób, nowi przychodzą dopiero wtedy,
gdy ktoś się wykruszy. Przez cztery lata przewinęło się ok. 45 podopiecznych.
Ich pobyt w WTZ to głównie zajęcia praktyczne.
- Na jedną pracownię może przypadać tylko pięć osób pod opieką terapeuty
- podaje W. Kosmala. - A uczestnikami zajęć są ludzie powyżej 16 roku
życia z grupą inwalidzką bądź orzeczeniem o niepełnosprawności. To jest
podstawa skierowania na WTZ. Ale przyjście do nas jest dobrowolne. Pobyt
zaś trwa trzy lata.
Przez te lata uczą się pracować i jeśli są w miarę sprawni mogą być skierowani
do zakładów pracy chronionej. Ale praktycznie w okolicy nie ma tego rodzaju
firm - sugerują w WTZ. - Dlatego życie tych osób jest u nas - podkreśla
M. Wieczorek. - Jeśli mają szansę, wolą zostać tutaj, wśród swoich.
- O przedłużeniu pobytu, nawet o kolejne trzy lata, decyduje rada programowa
- dopowiada W. Kosmala. Radę tworzy kadra pracownicza: terapeuci i kierowniczka.
Płakał w górach
Trudno się dziwić, że podopieczni czują się na ul. Powstańców Wlkp. tak
dobrze. Nie tylko są ze sobą, mają ciekawe zajęcia praktyczne, to jeszcze
terapeuci wymyślają im atrakcje.
- Mamy za zadanie prowadzenie, mówiąc górnolotnie, ogólnej rehabilitacji
prowadzącej do samorealizacji i usamodzielnienia - stwierdza pani Wanda.
- W praktyce pokazujemy im życie w najprostszych przejawach.
- Gdy pojechaliśmy w góry, to jeden z panów miał łzy w oczach, tak się
wzruszył; pierwszy raz je zobaczył - przypomina pani Mariola. - Albo zrobiliśmy
wycieczkę promem do Ystad w Szwecji. Mogli tańczyć na promie do rana.
Wytrzymali do 2.00.
Odwiedzili Berlin, Pragę, miejscowości nadmorskie. Bywają na różnorakich
przeglądach artystycznych. Ciekawą formą są tzw. treningi ekonomiczne,
podczas których wszyscy wychodzą do miasta na zakupy. Mają 20 zł kieszonkowego
miesięcznie i starają się tym gospodarować. - Dziś robią to zdecydowanie
lepiej niż na początku, gdy kupowali bez opamiętania czipsy i pepsi-colę
- uśmiecha się M. Wieczorek.
Tego się uczą
praktycznie Przygotowanie praktyczne w WTZ odbywa się w ramach pracowni:
plastycznej, krawiecko-hafciarskiej, komputerowej, stolarsko-mechanicznej,
ogrodniczej, gospodarstwa domowego.
Komentarz
W tym są dobrzy
Zbąszyń jest miastem, w którym znakomicie przyjęła się społeczna działalność
z ludźmi upośledzonymi i niepełnosprawnymi. Gdy startowały WTZ, były pierwszą
placówką w powiecie. Wcześniej ruszyła (i w dalszym ciągu funkcjonuje)
tzw. świetlica otwarta, wraz z WTZ prowadzona przez Społeczną Fundację
Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym. Ponadto od lat istnieje Specjalny Ośrodek
Szkolno-Wychowawczy zwany "szkołą życia". Tylko bić brawo!
|