ZBĄSZYŃ :: W dworcowym sklepie przygotowują wykładają i sprzedają tanie rzeczy

Pomagają swoją pracą


Wolontariusze w sklepie fundacji "Nasz Dom". Są tu: Jadwiga Ksiąg, Maria Strażyńska, Elżbieta Wieczorek, Agnieszka Walentowska, Jolanta Dąbrowska, Anna Piasecka, Gertruda Otto, Krystyna Bugajewska, Olga Fischbach, Barbara Wójcik, Leszek Strażyński, Jarosław Majerowicz i Piotr Szulc


- Ja się nie widzę, żeby ciągle siedzieć w domu - mówi pani Jadwiga. - A mnie chodzi o pracę, ale taką, żeby... nie zarabiać - dodaje pani Gertruda. Dwie z ponad 20 wolontariuszek fundacji.

Przeszło 20 osób przychodzi stale na dworzec PKP Zbąszyń Główny i pracuje społecznie w sklepie fundacji "Nasz Dom", który istnieje tutaj drugi rok. - Przez dwa dni sprzedajemy tanie rzeczy, a przez dwa inne dni wykładamy je na półki i przygotowujemy dla klientów - mówi Jadwiga Ksiąg.
- Sklep na dworcu prowadzi działalność pożytku publicznego, pracują w nim wolontariusze i podopieczni fundacji "Nasz Dom" - tłumaczy Paweł Urbanowicz, prezes fundacji. - Zarobek nie jest głównym celem, idzie los naszych wychowanków, którzy po 18 roku życia usamodzielniają się, ale będąc zdanymi tylko na siebie trafiają na życiowe rafy. Praca w tym punkcie, pod nadzorem fundacji, ma pomóc im w wejściu na dobrą ścieżkę życiową.

Tutaj fajne towarzystwo
- Lubię pracować, całe życie pracowałam, ale chciałam jeszcze komuś pomagać - tłumaczy Gertruda Otto, dojeżdżająca ze Zbąszynka. Tak powiedziała Annie Urbanowicz nadzorującej z ramienia fundacji sklep, gdy "się przyjmowała". Podobnie myślą pozostałe wolontariuszki.
- Dzieci odchowane, wielkich obowiązków w domu nie ma, a tutaj fajne towarzystwo - uważa Maria Stażyńska.
- Zebrał się wyjątkowy zespół - chwali koleżanki Anna Piasecka zajmująca się stoiskiem z "antykami"; to jej rewir.
- W czasie pracy rodzą się znajomości, przyjaźnie - wskazuje Elżbieta Wieczorek. Kobiety, bo jest ich większość, uważają się za rodzaj nieformalnego klubu. Mimo zimna panującego teraz w ogromnym gmachu dworcowym, potrafią siedzieć przy kawie, dyskutować, bo mają poczucie, że są potrzebne.
- Są niezwykłe! - przekazuje prezes Urbanowicz. - Przecież nikt im tego nie każe.

Pracować bez wariactwa
- W ten sposób pomagamy fundacji, zatem pomagamy dzieciom, młodzieży, którymi fundacja się zajmuje - stwierdza Jolanta Dąbrowska. Panie obserwują przy okazji zachowania klientów. Widzą, że niektórzy kupują drobiazgi, żeby również wspomóc fundację. - Ktoś będąc przy kasie od siebie dorzuca jeszcze parę groszy - wskazuje Agnieszka Walentowska, jedyna z pań zatrudniona w fundacji.
- Czasem spotyka się znajomych, których człowiek latami nie widział - dorzuca J. Ksiąg. - Ale przychodzą też ludzie, jak pewien pan, chcący nas tylko odwiedzić, powiedzieć "dzień dobry".
- Oczywiście nie brak narzekających, że "nic nie ma" - wtrąca A. Walentowska. - Ale po jakimś czasie oni mimo wszystko się pojawiają.
- Przychodzą ludzie z wysublimowanym gustem, szukający różnych perełek, bo u mnie na stoisku zdarza się porcelana Rosenthal, Bawaria, antyki - mówi A. Piasecka. Wspomina turystów, którzy wpadają zwykle latem. - Odwiedzała aktorka grająca w serialu "Klan", bardzo przyjemna - przypomina któraś z pań. Lecz pracują też panowie, Jarosław Majerowicz, Leszek Stażyński i inni, którzy wykonują cięższe prace, skręcają meble, przenoszą, montują przed otwarciem sklepu. Wolontariusze mają świadomość wyjątkowości swoich działań. Zwykle emeryt, który ma się chęć czymś zająć liczy na zarobek. Oni zaś robią to, gdyż chcą być między ludźmi, chcą być pożyteczni dla innych. Mają też "odruch pracy". - Jak człowiek całe życie tłukł w "Romeo" na akord, to wręcz się cieszy, że tutaj może pracować normalnie, bez dzisiejszego wariactwa - mówią wolontariusze.

Sklep na dworcu
Fundacja "Nasz Dom", mająca siedzibę w Lutolu Mokrym niedaleko Zbąszynia, jest instytucją prowadząca działalność na rzecz opuszczonych społecznie i biologicznie dzieci i młodzieży. Jedną z form jej aktywności jest tani market na dworcu PKP wspierany przez szwedzką fundację "Reningsborg" ("Pomocne ręce") działającą charytatywnie na całym świecie.

 


Podziel się swoim zdaniem

teren@gazetalubuska.pl   Tel: 068 324 88 54

EUGENIUSZ KURZAWA

(Gazeta Lubuska 2007)

powrót