|
Jedna z najbardziej reprezentatywnych budowli w mieście, centralnie położona,
duża, idzie pod młotek. Dziwne jednak, że na pierwszym przetargu nie było
na nią chętnych. I nadal nie ma.
- Pamiętam, że w tym budynku "wieki temu" miałem przyjęcie weselne -
wspomina Stanisław Chlebowski.
- Było to 26 czerwca 1976 roku. Ja balowałem na górze, a równolegle na
dole moja koleżanka Terenia Zielińska. Tyle tam było miejsca. Dziś trudno
poznać tamten lokal. Chlebowski, jako radny, był wewnątrz kilka razy.
- Jak pada to przez dach leci woda, wszędzie stoją wanny, miski, wiadra
- relacjonuje.
Dla młodszych to Nadobrzanka
Najbardziej ruchliwe skrzyżowanie w mieście. Jedno skrzydło gmachu stoi
przy ul. Senatorskiej, drugie przy ul. Powstańców Wielkopolskich. Młodsi,
z krótszą pamięcią, mówią na ten obiekt "Nadobrzanka", gdyż przed rokiem
1980 była to restauracja o tej nazwie. Starsi powiedzą "Dom Ludowy", gdyż
po wojnie na piętrze była duża sala, gdzie się bawiono, oglądano telewizję,
spotykano, gdzie odbywały się zebrania. Najstarsi, z rocznika przedwojennego,
mówią "U Fellnera". Tutaj bowiem, jeszcze w czasach zaborów funkcjonował
hotel i restauracja Niemca Fellnera.
- Na pierwszym piętrze znajdowała się duża sala koncertowa, na dole restauracja
dla elity zbąszyńskiej - wspominał Kazimierz Olejniczak, nieżyjący już
zbąszyński fotograf. - Był to budynek na tamte czasy nowocześnie wyposażony,
w windę towarową i centralne ogrzewanie. Po 1945 r. przejęła go PSS "Społem".
Do niedawna w tym dużym gmachu była... szwalnia firmy Kast. Kilka osób
szyło odzież, zresztą nie we wszystkie dni tygodnia. Ostatnim podmiotem
korzystającym z metrażu "u Fellnera" był sklep odzieżowy, dziś już zamknięty.
Klucze są w gospodarce komunalnej.
Poszukiwania burmistrza
- Staram się zainteresować tym budynkiem kogo tylko można, ale na razie
rezultaty są mizerne - stwierdza burmistrz Leszek Leśny. W gablocie
samorządowej na Rynku (kiosk Czesława Łodygi) wisi ogłoszenie o
przetargu. To drugi już "przetarg nieograniczony na sprzedaż nieruchomości
zabudowanej o pow. 0,0974 ha". Gmach stoi w strefie ochrony konserwatorskiej.
Cena wywoławcza 900 tys. zł.
- W pierwszym przetargu nie było zainteresowanych - podpowiada burmistrz.
Jego zdaniem, obiekt powinien spełniać pierwotne funkcje, jak w początkach
XX wieku, zatem właśnie hotelarskie. Tym bardziej, że Zbąszyniowi, jako
miejscowości turystycznej, z pewnymi ambicjami, brakuje hoteli.
- Nie może być tak, że odbywają się u nas na jeziorze mistrzostwa Europy
ślizgaczy, rezerwujemy hotel w Dąbkach, a trzy dni przed zawodami dowiadujemy
się, że tam będzie jakieś wesele czy coś podobnego - irytuje się Leśny.
- Jeśli zjeżdżają się ludzie z całej Europy, działacze, sędziowie, a przede
wszystkim zawodnicy, to muszą się wyspać.
Gdzie położyć gości?
Hotel w Dąbkach, bardzo ładnie położony nad samym jeziorem, jest największym
gościńcem w mieście. Hotel Podzamcze to tylko kilkanaście miejsc. Inne
mają niziutkie standardy. A tu jak raz gimnazjum organizuje ogólnopolski
zjazd nauczycieli języka angielskiego i gości z Anglii. Lecz w Zbąszyniu
nie ma gdzie położyć 80 osób! - Jeśli coś się ma dziać, to hotel jest
niezbędny - podkreśla burmistrz. - Rozmawiałem z panem Petrakiem, właścicielem
sieci hotelarskim z Gniezna, dla niego "Fellner" to za mały obiekt. Obiecał
przysłać innych. Lecz jakoś nie widać. Potem interesowała się pani Hildebrandt
z Opalenicy, bez skutku.
Komentarz
Na dwoje babka wróżyła
W albumie starych zdjęć "Zbąszyń. Wędrówki po mieście" widać napis "Gasthof
zur goldenen Krone", a dalej "G. Fellners's Hotel". Jest rok 1903. Zatem
przywrócenie funkcji hotelowych temu budynkowi wydaje się dobrym pomysłem.
Ale z drugiej strony samorząd nie ma, poza ratuszem, żadnych reprezentacyjnych
gmachów! Dlatego może lepiej zatrzymać "Fellnera"! Tym bardziej, że muzeum
regionalne ma mało miejsca, a biblioteka mieści się daleko od centrum
w dawnych pokojach mieszkalnych.
|