ZBĄSZYŃ :: "Romeo" w likwidacji

Wypowiedzenia będą w grudniu, praca zaś do końca marca 2009


Jaki los czeka "Romeo"? Czy będzie tu jeszcze zakład odzieżowy? Czy znajdzie się nowy właściciel? A może - biorąc pod uwagę dobre położenie tuż przy stacji PKP i dużą powierzchnię budynków, ich dobry ich stan - ktoś zainwestuje w inną produkcję?

 

Popularne ongiś w kraju zakłady odzieżowe "Romeo" zwalniają wszystkich 380 pracowników. To decyzja walnego zgromadzenia właścicieli, a jest nim niemiecki koncern "Ahlers A.G.".

- Państwo jakoś tak pechowo się u nas pojawiacie, zawsze gdy na horyzoncie wisi kryzys - wita nas Maria Matula, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników "Romeo" (należącego do OPZZ). Rzeczywiście, ostatnia wizyta "GL" w zakładach słynnych ongiś w całym kraju z męskich koszul zdarzyła się pięć lat temu. Wówczas niemieccy właściciele dokonali redukcji pracowników. Zwolniono 120 osób. Zostało 380. Przyjęty wtedy prezes, Paweł Michlik, przez pięć lat utrzymał ten stan.
- Na 380 pracowników jest zaledwie kilku panów, reszta to panie zatrudnione jako szwaczki - wyjaśnia M. Matula. W latach świetności, przypadających na czas PRL, "Romeo" zatrudniało ok. 1,2 tys. osób, a po uruchomieniu filii w Świebodzinie o kilkaset więcej.

Sprzedani w 1992 roku
Zakłady "Romeo", jako własność Skarbu Państwa, zostały sprzedane w 1992 r. Z rynku znikła znana marka koszul, a pracownicy zaczęli szyć z materiałów i według wzorów przywożonych z Niemiec koszule innych europejskich marek, np. "Pierre Cardin", "Willson" lub "Jupiter". Nazwa firmy - pozostała.
Pierwsze redukcje zatrudnienia nastąpiły na przełomie lat 2000-2001. Przy ul. Granicznej pozostała około połowa wcześniejszej załogi. - Zbyt duże koszty pracy w Polsce, konkurencja w państwach ościennych, a także wprowadzona przez Balcerowicza gdzieś tak od 1998 r. koncepcja "schładzania" gospodarki spowodowały zahamowanie popytu wewnętrznego - stawia diagnozę do tamtych zwolnień P. Michlik. To, co się zdarzyło obecnie jest związane z kryzysem za granicą. Pojawiła się nadprodukcja, a w efekcie zmniejszenie zamówień.
- A my produkujemy 70 tys. koszul miesięcznie - podaje Michlik. W tej sytuacji 13 listopada niemiecki właściciel postawił zakład w stan likwidacji. - Pierwszy raz występuję jako likwidator, nie jest to przyjemne - mówi dotychczasowy prezes. - Ale taka jest obiektywna sytuacja.

Wygaszanie produkcji
Jakich kroków należy się spodziewać? Po pierwsze, zgodnie z procedurą prawną, zostaną zwolnieni pracownicy - poprzez rozwiązanie umowy. Po drugie, firma musi spłacić wierzycieli, jeśli tacy są, choć P. Michlik informuje, że nie ma. Kolejny krok - wygaszenie produkcji, następny - sprzedaż majątku ruchomego. Co do budynków i gruntu prezes-likwidator nie wypowiada się.
- Większość załogi, dotyczy to około 90 procent pracowników, otrzyma wypowiedzenia trzymiesięczne - przewiduje Michlik. - Będą wręczone przed Bożym Narodzeniem. Zatem praca potrwa do końca marca 2009. Pracownicy oczywiście otrzymają odprawy.
- 11 osób już się zwolniło i znalazło nową pracę - przekazuje M. Matula. A co z pozostałymi? Wiadomo, że Zbąszyń i okolice to spore zagłębie odzieżowe, wytworzone zresztą dzięki istnieniu od II wojny "Romeo" i przyzakładowej szkoły odzieżowej. Jest tu sporo firm, ale wątpliwe czy będą w stanie przyjąć kilkaset kobiet.

Poradzą sobie?
- Sądzę, że panie sobie poradzą, są naprawdę świetnymi fachowcami - uważa prezes. - Już sam fakt pracy w "Romeo" jest rekomendacją.
Pytamy szefowej związków, czy pracownicy myślą o możliwości utworzenia spółki pracowniczej i przejęciu, odkupieniu firmy. Czy pojawiły się jakieś oddolne inicjatywy szwaczek? - Nic o tym nie wiem, nie sądzę, żeby nas, zwykłych pracowników było stać na coś takiego - wskazuje. Przewodnicząca przypomina, jak płakała, gdy pięć lat temu przychodziło do rozmów na temat zwolnień i gdy nastąpiły. Teraz jest jeszcze gorzej. Wygląda, iż w Zbąszyniu zamyka się pewien ważny okres - istnienia "Romeo"...

 

Czy kobiety zatrudnione w zakładzie odzieżowym poradzą sobie na rynku pracy?

teren@gazetalubuska.pl   Tel: 068 324 88 54

EUGENIUSZ KURZAWA

Fot. Krzysztof Kubasiewicz
(Gazeta Lubuska 2008)

powrót