|
Popularne ongiś w kraju zakłady odzieżowe "Romeo" zwalniają wszystkich
380 pracowników. To decyzja walnego zgromadzenia właścicieli, a jest nim
niemiecki koncern "Ahlers A.G.".
- Państwo jakoś tak pechowo się u nas pojawiacie, zawsze gdy na horyzoncie
wisi kryzys - wita nas Maria Matula, przewodnicząca Związku Zawodowego
Pracowników "Romeo" (należącego do OPZZ). Rzeczywiście, ostatnia wizyta
"GL" w zakładach słynnych ongiś w całym kraju z męskich koszul zdarzyła
się pięć lat temu. Wówczas niemieccy właściciele dokonali redukcji pracowników.
Zwolniono 120 osób. Zostało 380. Przyjęty wtedy prezes, Paweł Michlik,
przez pięć lat utrzymał ten stan.
- Na 380 pracowników jest zaledwie kilku panów, reszta to panie zatrudnione
jako szwaczki - wyjaśnia M. Matula. W latach świetności, przypadających
na czas PRL, "Romeo" zatrudniało ok. 1,2 tys. osób, a po uruchomieniu
filii w Świebodzinie o kilkaset więcej.
Sprzedani w 1992 roku
Zakłady "Romeo", jako własność Skarbu Państwa, zostały sprzedane w 1992
r. Z rynku znikła znana marka koszul, a pracownicy zaczęli szyć z materiałów
i według wzorów przywożonych z Niemiec koszule innych europejskich marek,
np. "Pierre Cardin", "Willson" lub "Jupiter". Nazwa firmy - pozostała.
Pierwsze redukcje zatrudnienia nastąpiły na przełomie lat 2000-2001. Przy
ul. Granicznej pozostała około połowa wcześniejszej załogi. - Zbyt duże
koszty pracy w Polsce, konkurencja w państwach ościennych, a także wprowadzona
przez Balcerowicza gdzieś tak od 1998 r. koncepcja "schładzania" gospodarki
spowodowały zahamowanie popytu wewnętrznego - stawia diagnozę do tamtych
zwolnień P. Michlik. To, co się zdarzyło obecnie jest związane z kryzysem
za granicą. Pojawiła się nadprodukcja, a w efekcie zmniejszenie zamówień.
- A my produkujemy 70 tys. koszul miesięcznie - podaje Michlik. W tej
sytuacji 13 listopada niemiecki właściciel postawił zakład w stan likwidacji.
- Pierwszy raz występuję jako likwidator, nie jest to przyjemne - mówi
dotychczasowy prezes. - Ale taka jest obiektywna sytuacja.
Wygaszanie produkcji
Jakich kroków należy się spodziewać? Po pierwsze, zgodnie z procedurą
prawną, zostaną zwolnieni pracownicy - poprzez rozwiązanie umowy. Po drugie,
firma musi spłacić wierzycieli, jeśli tacy są, choć P. Michlik informuje,
że nie ma. Kolejny krok - wygaszenie produkcji, następny - sprzedaż majątku
ruchomego. Co do budynków i gruntu prezes-likwidator nie wypowiada się.
- Większość załogi, dotyczy to około 90 procent pracowników, otrzyma wypowiedzenia
trzymiesięczne - przewiduje Michlik. - Będą wręczone przed Bożym Narodzeniem.
Zatem praca potrwa do końca marca 2009. Pracownicy oczywiście otrzymają
odprawy.
- 11 osób już się zwolniło i znalazło nową pracę - przekazuje M. Matula.
A co z pozostałymi? Wiadomo, że Zbąszyń i okolice to spore zagłębie odzieżowe,
wytworzone zresztą dzięki istnieniu od II wojny "Romeo" i przyzakładowej
szkoły odzieżowej. Jest tu sporo firm, ale wątpliwe czy będą w stanie
przyjąć kilkaset kobiet.
Poradzą sobie?
- Sądzę, że panie sobie poradzą, są naprawdę świetnymi fachowcami - uważa
prezes. - Już sam fakt pracy w "Romeo" jest rekomendacją.
Pytamy szefowej związków, czy pracownicy myślą o możliwości utworzenia
spółki pracowniczej i przejęciu, odkupieniu firmy. Czy pojawiły się jakieś
oddolne inicjatywy szwaczek? - Nic o tym nie wiem, nie sądzę, żeby nas,
zwykłych pracowników było stać na coś takiego - wskazuje. Przewodnicząca
przypomina, jak płakała, gdy pięć lat temu przychodziło do rozmów na temat
zwolnień i gdy nastąpiły. Teraz jest jeszcze gorzej. Wygląda, iż w Zbąszyniu
zamyka się pewien ważny okres - istnienia "Romeo"...
|