|
- Rozmawiamy sporo dni przed świętami, a u pani w oknie już świąteczne
ozdoby. Coś się zmieniło w wielkopolskiej tradycji?
- Trochę. Chociażby to, że ozdoby zawiesiłam długo przed Bożym Narodzeniem.
Kiedyś choinkę ubierało się w wigilię i wtedy każdy czuł, że nadeszły
święta. Obecnie strojenie, zwłaszcza w sklepach, miejscach publicznych,
zaczyna się dużo wcześniej. Może dzięki temu atmosfera świąteczna trwa
dłużej?
- A jak jest z Mikołajem i Gwiazdorem?
- Św. Mikołaj przychodzi 6 grudnia na imieniny Mikołaja. Wtedy czyści
się buty do połysku i wystawia za okno, żeby w nich znalazły się prezenty.
U nas w domu było tak, iż prezenty mikołajkowe, jeśli to były słodycze,
trzymało się aż do Gwiazdki, gdyż 6 grudnia jest adwent, więc nie wypadało
opychać się łakociami. Pościło się do wigilii. Nie mogę się przyzwyczaić,
że kościół zniósł wigilijny post. No i, wracając do świąt, 24 grudnia
pojawia się Gwiazdor z prezentami.
- Telewizja lansuje wizję globalnego Mikołaja, który krąży po świecie
już od andrzejków poprzez 6 grudnia do wigilii, a może i dłużej.
- Nie podoba mi się amerykańska wersja Gwiazdora, czyli powiększonego
krasnoludka w czerwonej czapce z białym pomponem, którą przyjęliśmy na
podstawie filmów, bajek, kartek. Byłam u syna w Holandii i 6 grudnia obserwowałam
lokalną tradycję. Otóż tam statkiem przypływa św. Mikołaj biskup, z pastorałem,
w tradycyjnej mitrze. Pomagają mu Czarne Piotrusie. Holandia zatem trzyma
się swoich zwyczajów świątecznych.
- Wróćmy do Zbąszynia. Co jeszcze należy do lokalnej tradycji?
- Potrawy świąteczne. Oczywiście na wigilię muszą być makiełki, które
je się chyba tylko w Wielkopolsce. Z ciast obowiązkowo kruche białe, no
i pierniki. Nie wyobrażam też sobie, żeby nie było makowca.
- Rozumiem, iż także w ciągu roku to, co dzieje się w mieście ma podbudowę
historii i tradycji?
- Niestety, różnie z tym bywa. Przez jedną kadencję byłam radną i nie
mogłam się pogodzić ze sprzedażą miejskiego stadionu Swedwoodowi. Stadionu
istniejącego od pierwszej wojny. Sprzedanego zresztą za śmieszną cenę
- cenę gruntu. Dziś też obserwuję różne dziwne posunięcia. Albo ich brak,
co skutkuje tym, że np. nasze zabytki niszczeją. Weźmy chociażby pałac
Skórzewskiego. Gmina go sprzedała i co?! Stoi pusty. Zwłaszcza denerwuje
mnie, jak o mieście wypowiada się ktoś kto jest tu od paru miesięcy.
- Ależ to niedemokratyczne, że odmawia pani komuś prawa głosu.
- Nie odmawiam, ale na temat miasta powinna mówić osoba znająca je od
podszewki.
- Jednak miejscowi nie przejawiają chęci do wypowiadania się, do inicjatyw,
do robienia czegokolwiek.
- To prawda. Z ludzi zeszło powietrze. Wielu poznało miejscowe mechanizmy
i po prostu zrezygnowało z szarpania się, poświęcania się dla innych,
gdyż z tego niewiele wynika. Poznali to państwo Świątkowie organizujący
wielkie imprezy charytatywne. Od razu pojawiały się komentarze. Poza tym
trzeba się przebijać przez mur nepotyzmu, niezniszczalne układy rodzinne.
- Młodym gniewnym też się nic nie chce?
- Trójka moich dzieci wyjechała stąd; znalazły inne miejsca do życia.
- Czyli tradycja lub może lepiej: zasiedziałość może być hamulcem,
prawda?
- Na to wygląda. Naszym pechem jest fakt, mówiąc skrótem, iż Zbąszyń jest
na "Z". Na końcu alfabetu, a także na końcu województwa, obojętnie czy
to było zielonogórskie, czy jest wielkopolskie. Stąd ta zasiedziałość,
brak "przewiewu" jeśli idzie o życie społeczne. Każdy tu piecze swoją
pieczeń i koniec. Dobro ogólne jest abstrakcją.
- Dziękuję.
|